kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 marca 2014

Dzieci rodzą dzieci

            Za najmłodszą matkę świata uważana jest Lina Vanessa Medina (ur. 27 września 1933 w Ticrapo, Peru). Urodziła syna mając 5 lat, 7 miesięcy i 21 dni.
              Ojciec Liny, Tiburcio Medina, zauważył, że jego córka (była jednym z dziewięciorga dzieci) ma nienaturalnie duży brzuch i w połowie kwietnia 1939 r. zaprowadził ją do szamanów z wioski. Ci „fachowcy” osądzili, że dziewczynka ma guza i poradzili, aby zawieźć ją do szpitala w pobliskim miasteczku Pisco.
               Dr Gerardo Lozada po wstępnym badaniu, zabrał dziewczynkę do stolicy Peru - Limy, gdzie inni specjaliści potwierdzili, że Lina jest w ciąży. Urodziła dziecko przez cesarskie cięcie, wykonywane przez dr Gerardo Lozada, dr Rolando Colareta i dr Busalleu.

 
            Doktor Lozada przeprowadził szczegółowe badania dotyczące ciąży Liny. Okazało się, że dziewczynka zaczęła miesiączkować w wieku 8 miesięcy. Gdy miała cztery lata rozwinęły się jej piersi a rok później rozszerzyła się jej kość miednicza. Przypadek Liny Mediny został szczegółowo udokumentowany przez dr Edmundo Escomela w czasopiśmie „La Presse Medicale”. 











 
              Jej syn ważył 2,7 kg i na cześć lekarza dostał imię - Gerardo. Chłopiec do 10 roku życia wychowywał się w przekonaniu, że Lina jest jego siostrą. Zmarł w 1979 roku (w wieku 40 lat) na rzadką chorobę szpiku kostnego.
Do dziś nie wiadomo, kto był ojcem dziecka. Ojciec Liny, Tiburcio Medina, został zatrzymany na kilka dni pod zarzutem gwałtu. Zwolniono go i podejrzenie padło na jednego z braci Liny, jednak również okazało się niesłuszne.
             W dorosłym życiu Lina Medina pracowała jako sekretarka w klinice dr. Lozada, który pomógł jej, a później jej synowi w edukacji. Poślubiła Raúla Jurado, z którym miała drugiego syna (ur. w 1972). Jeszcze w 2002 r. Medina wraz z rodziną żyła w biednej części miasta Lima Chicago Chico (Małe Chicago).



środa, 19 lutego 2014

ADHD czy nieznośny bachor?

              Gdyby rodziców spytać o powody niepowodzeń szkolnych ich pociech, zdecydowana większość zwali winę na nauczycieli lub przyczyny „obiektywne”. Dochodzi do tego, że nie ma już dzieci leniwych i olewających naukę wraz z pedagogami, są tylko dzieci chore. Nie umie pisać ani czytać? Pisze jak kura pazurem? Nie zna gramatyki, ani ortografii? Na pewno jakaś odmiana dyslekcji! Nie potrafi wykonać prostych działań matematycznych? Dyskalkulia! Nie zna żadnych dat, ani faktów historycznych? Pewnie jakieś zaburzenie pamięci! 
              W ostatnich latach furorę zrobił zespół ADHD, czyli nadpobudliwość ruchowa, połączona z nieuwagą. „Chore” dziecko robi co chce, nie usiedzi w ławce, łazi po klasie, na zwróconą uwagę reaguje złością, a czasem wyraźną agresją. Coś na zasadzie – czego się czepiasz głupi belfrze?! Jestem chory, mnie wszystko wolno! 
              Szkopuł w tym, że odkrywca i badacz tego „schorzenia” przez 40 lat, amerykański psychiatra Leon Eisenberg (1922 – 2009), siedem miesięcy przed śmiercią przyznał, że...ADHD jest fikcją!
Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że od początku badań nad ADHD, co bardziej „trzeźwi” psychiatrzy uważali, że nadpobudliwość w pewnym jest związana z cyklem rozwojowym dzieci, ale było to wołanie puszczy! Co ciekawe, nie ma żadncyh testów, ani obiektywnych narzędzi, które ADHD potwierdzają.
              Kuriozalny jest fakt, że obłowiły się na tym koncerny farmakologiczne. Jeśli dziecko uznane zostało za chore, kierowano je na psychoterapię czy farmakoterapię. Proponowano m.in. leki działające stymulująco na mózg, a te preparaty mają długą listę działań niepożądanych. Mogą powodować m.in. depresję, chwiejność nastrojów, niewyraźne widzenie, czy nawet wywoływać myśli samobójcze. Czyli z deszczu pod rynnę!



                „Fachowcy” od ADHD tak łatwo się nie poddadzą! W 2006 r. na konferencji prasowej specjaliści z Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, stwierdzili, że przypadłość ta w Polsce dotyka od 2,5 do 16 procent dzieci w wieku szkolnym. Zaiste, imponują dokładność badań!
               Drodzy rodzice! Nie wszystko stracone! Jak najszybciej krępujcie dziecko (samo nie pójdzie – ADHD!) i w te pędy do szkolnego pedagoga, psychologa czy psychiatry! Skończą się wszelkie kłopoty szkolne, bo wasze dziecko jest po prostu chore! Orzeczenie macie jak w banku!


piątek, 11 października 2013

Steap-tease w necie

             To, że w necie różne, różniste portale oferują kamerki online, czyli – koń by się uśmiał - na żywo, wiedzą wszyscy klikający. Kto chce oglądać nagą babę jak się drapie po brzuchu – jego sprawa i jego psychiatry. 
  Gorzej, jeśli dotyczy to nastolatków czy dzieci. Nieoceniony jest tutaj Skype i różne wideoczaty. „Rzeczpospolita” przetacza badania instytutu Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa i portalu nk.pl. przeprowadzone na grupie kilkudziesięciu tysięcy młodych ludzi. Połowa z nich surfuje w sieci.
Z tej grupy 5 proc. 16-latków (użytkowników nk.pl), czyli około 10 tysięcy, rozbierało się w trakcie takich sesji. 90 proc. dostało za to pieniądze. Mówiąc po imieniu – jest internetowa prostytucja.
Ponadto 6 proc. 15-latków i około 3 proc. 13-latków było namawianych do rozbierania się lub prezentowania online zachowań seksualnych. Około 10 proc. 13-latków przyznało się, że oglądało transmisję, w której niepełnoletnia osoba prezentowała treści seksualne. W grupie 16-latków świadkiem podobnych czynności był co ósmy ankietowany.
Problemem jest również cyberseks, czyli lub seks komputerowy. Może, ale nie musi, to się wiązać z masturbacją. Tutaj nawet kamerka nie jest potrzebna.
Uczestnicy udają, że mają stosunek seksualny, opisują swoje działania i odpowiadają partnerom w taki sposób, aby pobudzić ich seksualne odczucia i fantazje. Jakość stosunku cyberseksualnego zależy zwykle od zdolności partnerów do wywoływania żywych obrazów w umysłach partnerów; krytyczną rolę odgrywa tutaj wyobraźnia i umiejętność szybkiego pisania. Stad też pewnie młodzież to mniej kręci, bo z pisaniem u niej najczęściej krucho…
Kanały używane do tego rodzaju spotkań nie zawsze są w specjalny sposób wydzielone – często wykorzystywane są tutaj powszechnie dostępne kanały z pogawędkami, jakieś „pokoje czatowe” itp.


  Gorzej, kiedy do „dziwnych rozmów” wykorzystywane zwykłe komunikatory i fora dyskusyjne. Tutaj jednak zawsze pierwszym krokiem jest przejście do kontaktów „klawiatura w klawiaturę”. Żniwo zbierają tutaj różnej maści pedofile!
Pocieszające (trochę) jest to, że większość małolatów zdaje sobie sprawę z internetowych zagrożeń – ba! – nawet wiedzą jak ich unikać. A jednak czasem mały steap-tease za doładowanie kusi. Potem posada „galerianki” i jest kasa!
No cóż… Czym skorupka… Problemem jednak nie jest wolność w necie, ale odpowiednie z niej korzystanie!

czwartek, 12 września 2013

Granice okrucieństwa w sztuce – choroba czy wizjonerstwo?

            Ponoć artyście „wolno więcej”, ale czy wszystko? Niespętana niczym wyobraźnia twórcy, hasa czasem po rejonach, które budzą wątpliwości. 
 
           Maria Rubinke jest duńską rzeźbiarką i mieszka w Kopenhadze. Tworzy makabryczne, porcelanowe figurki dzieci, przerażające w swej wymowie. 








             Nawiązuje do surrealizmu, zbitka słodkich maluchów i sadyzmu, łamie tabu przedstawiania emocji. Dzieci są bierne, jakby żyły w innym świecie, okrutnym do granic pojmowania, ale jednocześnie ich. A może to jest nasz świat, tylko nie chcemy się do tego przyznać?


            Swoimi pracami Maria Rubinke wzbudziła kontrowersje na całym świecie. Zarzuca się jej, że jej „krwawe rzeźby” są wynikiem niezdrowej fascynacji okrucieństwem i sadyzmem, nawet chorobą. 


























 
             Okrucieństwo od dawien dawna budziło sprzeciw, ale wielokrotnie w historii sztuki było kamieniem milowym w pojmowaniu celu, zadań i sposobów obrazowania emocji. Wystarczy wspomnieć Petera Paula Rubensa i jego „Rzeź niewiniątek" (1621 r.) lub Fransisco Goyę - „Saturn pożerający swoje dzieci" (1812 – 1823).





















 

               Sztuka nie ma granic, ale czy to jest sztuka, czy epatowanie okrucieństwem?

wtorek, 3 września 2013

Zgwałcona córka sama wymierzyła sprawiedliwość

               W wiosce Rang, w górach zachodniej Papui Nowej Gwinei, ojciec wielokrotnie zgwałcił 18-letnią córkę. Stało to się nocą, podczas nieobecności żony i dwojga pozostałych dzieci, którzy pojechali odwiedzić swoją rodzinę. Nad ranem ojciec ponownie chciał zgwałcić córkę i ta broniąc się, odrąbała mu maczetą głowę.
             O zajściu poinformowała starszyznę plemienną. Ta oceniła, że ojciec „zasłużył na śmierć”. 
              Dziewczyna została objęta plemienną ochroną. Nie dopuszcza się do niej policji, nie ma mowy o wydaniu jej władzom.
              W Papui Nowej Gwinei coraz powszechniejsze staje się wymierzanie sprawiedliwości „na własną rękę”. Dotyczy to szczególnie kobiet podejrzanych o czary.
              Szerzy się również prostytucja dziecięca. Dzieci sprzedaje się do seks-klubów (głównie w stolicy - Port Moresby). Rząd walcząc z bezprawiem, za poważne przestępstwa niedawno ponownie wprowadził karę śmierci .



wtorek, 27 sierpnia 2013

Krecie! Ty pedofilu jeden!

             Pedofilia najczęściej (i słusznie!) kojarzy się z dewiacją seksualną skierowaną na dzieci w okresie okresie przedpokwitaniowym lub wczesnej fazie pokwitania. Może być przejawem choroby, infantylności, uwiądu starczego, perwersji czy pseudoperwersji. Jak donoszą statystyki policyjne oraz badania psychologiczne ok. 99% przypadków czynnej pedofilii dotyczy mężczyzn, a ok. 1% przypadków dotyczy kobiet, choć te proporcje mogą być mylące.
 
             Termin ten wprowadził w 1886 r. austriacko-niemiecki psychiatra Richard von Krafft-Ebing. W języku greckim „pedon” to ziemia.
             Ale, ale! Pedofil to również gatunek zwierząt żyjący (rozwijający się) w glebie. Termin stosowany jest w ekologii. 













 
             Do pedofili zaliczyć można wiele larw owadów (np. larw z rodziny Tabanidae), wiele innych bezkręgowców, które cały cykl życiowy spędzają w glebie (np. dżdżownica) lub kręgowców (kret, ślepiec).







              Hmmm... Wynika z tego, że wędkarze łowią ryby „na pedofila”. Dobre sobie!


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Dziecko ukrzyżowane na księdzu

Erik Ravelo ma 35 lat, urodził się w Hawanie, teraz mieszka we Francji. Studiował malarstwo na Akademii Nacional de Bellas Artes S. Alejandro w stolicy Kuby, ale światową sławę zyskał jako fotografik. Karierę rozpoczął w agencji reklamowej Agulla & Baccetti w Buenos Aires. Obecnie związany jest z agencją Fabrica, w której zrealizował projekty na zlecenie Światowej Organizacji Zdrowia, dotyczące przemocy, bezpieczeństwa ruchu drogowego czy szkodliwości palenia papierosów. Jego prace są publikowane w prestiżowych magazynach i wystawiane na całym świecie.
Największą sławę i uznanie przyniósł mu kontrowersyjny w formie projekt „Nietykalni”. Dziecko przybite do księdza-krzyża, tajska dziewczynka przybita do starszego turysty-krzyża, otyły chłopiec przybity do klauna z McDonalda-krzyża… Na to nie można pozostać obojętnym.

 
Jest to zobrazowanie walki o prawa dziecka, ale również jakby przyszłości następnych pokoleń. Erik Ravelo wykorzystuje motyw ukrzyżowania, ale w bardzo swoisty sposób. Kadry są mocne, wręcz bezlitosne, na granicy prowokacji, czasem nawet bluźnierstwa. 















 
Projekt „Nietykalni” Erika Ravelo nie ogranicza się do społecznej kampanii o prawa dziecka. Porusza również w podteście zagadnienia zdrowej żywności, konfliktów militarnych, katastrof nuklearnych, kończąc na molestowaniu seksualnym i religii.
Zdjęcia są jednocześnie proste i bardzo wymowne. Aby taki efekt uzyskać, trzeba być po prostu artystą.






 

piątek, 28 czerwca 2013

Zakatowała syna i jest ekspertem MEN od wychowania

             Na łamach „Gazety Wyborczej” Mariusz Szczygieł opublikował wstrząsający artykuł, który stawia pod znakiem zapytania zarówno system wymiaru sprawiedliwości jak i edukacji. 
             Ewa T. nauczycielka, trzydzieści lat temu wojskowym pasem zakatowała na śmierć swojego 6-letniego syna, Tomka, za to, że zgubił w przedszkolu sznurowadło. Została skazana na 15 lat więzienia.
            Po wyjściu z zakładu karnego, dwa razy przebywała w zakonie, raz - cztery lata, raz - dwa. Pracowała jako sprzątaczka w katolickiej szkole i jako pomoc biurowa w kościelnej instytucji. Skończyła ze świetnymi wynikami teologię. Wyrok uległ automatycznemu zatarciu (po 10 latach) i obecnie Ewa T. jest ekspertem MEN oraz dalej nauczycielką (katechetką). Pełni tę funkcję w jednym z miast wojewódzkich.
            Jest to tak przerażające, że lepiej milczeć. Aż się chce krzyczeć – czy Ewa T. nie powinna mieć sądowego, dożywotniego zakazu pracy z dziećmi?!

środa, 26 czerwca 2013

Papu i amciu czy masturbacja i orgazm?

            Burzę w mediach i protest prawicy spowodowała publikacja wydawnictwa Grzegorza Czeleja, czyli broszura zalecającą edukację seksualną skierowaną nawet do przedszkolaków. Senator z ramienia PiS od momentu wejścia do Senatu nie zasiada we władzach firmy, ale jak by nie patrzeć – to jego dziecko. 
 

           Wydawnictwo wypuściło broszurę Światowej Organizacji Zdrowia „Standardy edukacji seksualnej w Europie". Ów dokument zaleca wprowadzenie edukacji seksualnej nawet wśród dzieci poniżej 4. roku życia. Ponoć już wtedy dzieci powinny umieć wyrażać swoje hmmm... hmmm.... potrzeby. Starsze dzieci powinny poznać takie określenia jak masturbacja i orgazm. Ciekawe jakie „potrzeby” seksualne ma czterolatek?











            W maju „Newsweek" ujawnił, że wydawnictwo Akapit (drugie dziecko Czeleja) wybuliło 160 tys. zł prezesuniowi Jarosławowi Kaczyńskiemu za książkę „Polska naszych marzeń". Tak hojny jak by się zdawało Grzegorz Czelej nie jest, PiS wcześniej przelało na konto wydawnictwa 186 tys. zł.
           Jak by nie patrzeć, wydawnictwo jest firmą usługową, drukuje, co mu zlecą. Bardziej interesuje mnie kwestia – gdzie i jak ta publikacja trafi? Można iść o krok dalej i np. w przedszkolach uczyć czterolatki zakładania prezerwatywy. Można też w czasie leżakowania puszczać im filmy porno, wtedy wejdą w życie przygotowani jak trza! Mniejsza o jakieś tam rachunki czy poszerzanie zasobu słów, seks i prokreacja – głupcze!

piątek, 7 czerwca 2013

Szukajcie pedofila, a znajdziecie! Tylko... Komu na tym zależy?

             Polski ksiądz, 36-letni Wojciech G., pracujący na Dominikanie podejrzany jest o pedofilię. Tamtejszy Kościół (diecezja Santiago de los Caballeros) zawiesił go w obowiązkach duszpasterskich. Poprosili jego przełożeni z zakonu michalitów.
             Problem w tym, że księdza na Dominikanie już nie ma. Prawdopodobnie uciekł do Polski, ale tutaj po nim ślad się urwał. Władze michalitów „poprosiły”, by jak najszybciej wrócił i odpowiedział na zarzuty molestowania nieletnich przed tamtejszą prokuraturą i sądem, ale trudno się tego spodziewać. Śledczy nie wykluczają wniosku o ekstradycję z Polski. Policja znalazła w pokoju Wojciecha G. materiały pornograficzne z niepełnoletnimi.
                Wojciech G. pracował na wyspie od dziewięciu lat. Był proboszczem w górskiej wiosce Juncalito, gdzie prowadził internat dla chłopców i dziewcząt. Był współzałożycielem straży pożarnej oraz grupy ratowników górskich. Tych ostatnich szkolili w Polsce TOPR-owcy i strażacy z Krakowa. Rodzicom dzieci obiecywał wycieczki do Europy, co miało zachęcić do uczestnictwa w tamtejszym, parafialnym życiu. Grupa, z którą pracował, liczyła łącznie ok. 180 osób.
              Dotychczas złożono przeciw niemu tylko jedno formalne doniesienie o przestępstwie, ale zdaniem mediów śledztwo obejmuje podejrzenia o molestowanie co najmniej 14 nastolatków.
             Problem pedofilii wśród księży, Kościół dalej zamiata pod dywan. Temat jest, nie dość że wstydliwy, to jeszcze łączy się z ewentualnymi odszkodowaniami dla pokrzywdzonych dzieci. Zdaniem ks. Wojciecha Lemańskiego Kościół powinien brać współodpowiedzialność za takie czyny.
              Wskutek takiej postawy i słów w Radiu Zet, po dwóch upomnien iach kanonicznych, dostał zakaz publicznych wypowiedzi. Jednak ks. Lemański złożył w kurii odwołanie, więc zakaz nie może obowiązywać do czasu jego rozpatrzenia. Jeśli to nie poskutkuje, chce się odwołać do papieża Franciszka.
              Jak by nie patrzeć, jest to wyraźny sygnał dla innych księży - morda w kubeł! Nie można srać we własne gniazdo!

wtorek, 28 maja 2013

Życie na śmieciach - syf, kiła, mogiła!

            Niedawno magazyn „Vice” opublikował niedawno wywiady z kanadyjskimi dziewczynami, które można określić jednym słowem – syfiary. W swoich pokojach mają totalny bałagan, nie dość tego, dopasowują do tego „ideologię”. 
 
            Niektóre z nich uważają się za artystki, a bałagan wołający o pomstę do nieba to według „artystyczny nieład”. W ich pokojach walają się zużyte baterie, butelki, talerze z zaschniętym jedzeniem, jakieś dziwne przedmioty, maskotki, bibeloty, pamiątki, kolorowe magazyny, zabawki czy nawet tampony. I oczywiście stery ciuchów! 














             Ten domowy burdel ma być protestem wobec uporządkowanego świata, a tak naprawdę jest tylko objawem totalnej degrengolady. W tym otoczeniu dziewczyny czują się zupełnie dobrze, przyzwyczaiły się do nurkowania w stercie śmieci. Nawet cieszą się z „niespodzianek”, jak znajdą coś dziwnego, zapomnianego.
              Ich rodzice dawno odpuścili, to walka z wiatrakami. Nie dość, że zabranie się do sprzątania, to dla nich syzyfowa praca i przymierzają się do tego tygodniami, to jeszcze nawet po jako takim „wysprzątaniu” entropia rośnie w postępie geometrycznym. One po prostu takie są.
Gości raczej nie przyjmują, a jak już to tylko niektórzy wytrzymują na trochę smród, brud i szukanie miejsca, gdzie by można usiąść. A gdy jeszcze hodują jakieś zwierzątka odór jest nie do wytrzymania!
            Niektóre zdają sobie sprawę, że coś jest nie tak, więc jeśli już, gości przyjmują w pokoju rodziców lub przedpokoju. O seksie mówią oszczędnie, ale twierdzą, że zawsze znajdzie się jakiś kamikadze, któremu ten syf nie przeszkadza. 

            Gwoli sprawiedliwości – jest również męskie wydanie „śmieciarza”. Ci nurkują głównie wśród butelek po piwie, resztek jedzenia, płyt i ciuchów.                                               Prawie każdy jest fanem gier komputerowych, wiec w pokoju obowiązkowo musi być pecet, walający się osprzęt, kartony, opakowania i pudła. Czasem dochodzą jakieś narzędzia, plakaty czy seksfotki.
Jedno łączy „obie rasy” - buty byle gdzie i sterty ciuchów. Dotyczy to głównie ludzi młodych. Czyżby kwestia hormonów?!
           Dyskretnie pomija się na ogół „zapach” samych śmieciarzy. Pewnie nie jest to Chanel nr 5.


 

sobota, 18 maja 2013

Kolejny „odleciany” ksiądz!

           Proboszcz parafii pw. Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus w Gdańsku – Andrzej Bemowski – wystosował do wiernych kuriozalny list informacyjny. 
             - Kto kupuje przedmioty z wizerunkiem kotki Hello Kitty, oddaje swoje dziecko w ręce demonów! - grzmiał również z ambony.
            Co zawiniła mu Kitty pozostanie jego słodką tajemnicą. Hello Kitty to postać wymyślona przez japońską firmę Sanrio w 1974 r. Jest bohaterką filmów animowanych, gier komputerowych, ozdobą wielu gadżetów. Jej wizerunek pojawił się po raz pierwszy na małej, plastikowej portmonetce. Jest niesamowicie popularna w Japonii i Korei, gdzie powstało nawet auto z jej wizerunkiem, ale „szpony demona” rozciągają się w zasadzie na cały świat, tworząc swoistą subkulturę.
            Nie dość, że Hello Kitty według księdza Bemowskiego promuje okultyzm i czarną magię, to jeszcze prowokuje dzieci do „rozbudzania w nich sfery seksualnej".
           Jak nic – zuooo, zuooo, zuooo! I to jeszcze jakie!
           „Według hiszpańskich źródeł, postać kociaka została stworzona przez zrozpaczonego ojca, którego chora na nowotwór córka umierała. Ojciec, by ratować życie dziecka, zawarł pakt z demonem, ofiarowawszy za ocalenie życia swojej córki stworzenie symbolu, który będzie czczony w świecie. Oczywiście - ku chwale piekieł. Nazwa jest następująca: Hell - o - Kitty. Jak widać kotek nie ma... ust! Dlaczego? Dlatego, że dziecku łatwo jest je zamknąć i wtłoczyć wszelką treść. Dziecko jest nieświadome. Także kto kupuje przedmioty z wizerunkiem tego kociaka, naraża dziecko na poważne niebezpieczeństwo sfery duchowej. Oddaje malucha w ręce demonów!" - pisze proboszcz.
            I znów tajemnicą jest źródło jego informacji. Yuko Shimizu - projektantka firmy Sanrio – powiedziała kiedyś, że pomysł, by kotka nie posiadała ust, jest związany z tym, by kotka odzwierciedlała nastrój właściciela. Gdy jest wesoły ma sobie wyobrazić uśmiechniętą maskotkę, gdy smutny – smutną. 
 
            Księdzu Bemowskiemu podpadła również Lady Gaga. Nic dziwnego, gdyż - „tuba iluminatów, przebiera się w odzież zdobną w wizerunek tego kota. Kłania się demonom na swych teledyskach i koncertach, cytuje zaklęcia, narażając na niebezpieczeństwo słuchaczy, poddając ich diabelskiej manipulacji i hipnozie, poprzez znaki, słowa i zaklęcia, rytualne formuły, ruch ciała i symbolikę okultystyczną!". Mocne słowa!











 
             Demoniczne są również Pokemony, animowane stworki, znane najpierw z gier komputerowych, a następnie z filmów i komiksów w rodzaju anime i manga.
„W Japonii po czasie rozpętała się seria samobójstw pośród dzieci. Powodem była... finalna walka z przeciwnikiem, którego należało pokonać poprzez... ofiarę z siebie, ze swojego życia!" - twierdzi proboszcz.









           To nie koniec satanistycznych zagrożeń! „Inne formy zagrożenia” to: Monster High (wampiryzm wśród dzieci, satanizm, okultyzm, New Age), Barbie, Halloween, Harry Potter, Dragon Ball, trupie czaszki na ubrankach i zabawkach, Batman oraz... konik Pony.
           Ksiądz Andrzej Bemowski niepotrzebnie wyhamował. Bo przecież co jak co, ale największym zagrożeniem dla dzieci są bajki. Szczególnie braci Grimm. Pełno w nich magii, diabłów, duchów i czarów.    Swoją drogą czym się różnią cuda będące kwintesencją wiary katolickiej od „czarowania” wiedzą tylko spece pokroju księdza Bemowskiego i Natanka.



czwartek, 16 maja 2013

Cycki Angeliny Jolie

           Cały świat obiegła informacja, że jedna z gwiazd kina - Angelina Jolie - poddała się podwójnej mastektomii. Aktorka zrobiła to prewencyjnie, bo wykryto u niej gen BRCA1, który zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi i jajników. Teraz ryzyko rakowe zmniejszyło się o około 87%.
            W specyficzny sposób na antenie TOK FM skomentował to Bolesław Piecha (PiS), były wiceminister zdrowia, który stwierdził, że zachowanie Angeliny Jolie jest „dość dziwne". - To pewien event, bardzo zły sygnał psujący profilaktykę - powiedział. Zdaniem byłego wiceministra zdrowia i lekarza ginekologa z wykształcenia, takie działanie może negatywnie wpływać na organizacje mammograficzne. Już następnego dnia za niefortunną, żeby nie powiedzieć głupią, wypowiedź przeprosił, ale niesmak pozostał.
            Jest to charakterystyczne dla ortodoksyjnego środowiska skupionego wokół ruchów pro-life, które kobiety traktują bardzo przedmiotowo. Są one postrzegane jako „wielkie macice”, których zadaniem jest rodzenie dzieci wbrew wszelkim ewentualnym zastrzeżeniom zdrowotnym. O co tutaj chodziło panu senatorowi dokładnie wiadomo. Może zatrwożył się, iż Angelina Jolie nie będzie mogła karmić następnych swoich dzieci piersią? Z Bradem Pittem ma ich już trójkę, troje również adoptowali.
            Konieczność mastektomii jest zawsze olbrzymią traumą dla kobiety, ale w przypadku Angeliny Jolie była to świadoma decyzja prewencyjna. Kobietom w takich przypadkach potrzebne jest duże wsparcie od partnera, a tutaj Brad Pitt spisał się znakomicie. - Jestem dumny z Angeliny - powiedział.
           W zasadzie Bolesław Piecha powinien podwinąć ogon pod siebie i siedzieć cicho. W latach 90. na łamach gazetki wydawanej przy parafii Bożego Ciała i Świętej Barbary w Rybniku-Niewiadomiu przyznał się do przeprowadzania aborcji, ale zaraz zadeklarował zmianę swoich poglądów w tej kwestii. W lipcu 2007 r. potwierdził raz jeszcze swoją przeszłość na łamach „Gościa Niedzielnego”, a w październiku powiedział o tym także w tygodniku „Niedziela”. Przyznał się do dokonania około 1000 aborcji.
        

piątek, 10 maja 2013

Matóra, to pranie muzgó

Pisemna matura na poziomie podstawowym z przedmiotów obowiązkowych. Wybierz prawidłową odpowiedź i zaznacz kółkiem (nie krzyżykiem, nie podkreślaj, kółkiem!)

Matematyka
Gdyby wszystkie liście, które w Polsce spadają z drzew jesienią, ułożyć jeden na drugim, to stos byłby wysoki:
  1. na 10 km
  2. na 100 km
  3. że ja pierdolę!
Język polski
Autorką noweli „Nasza szkapa” jest:
     
      1. Agata Buzek
      2. Maria Konopnicka
      3. Doda

Język angielski
Odpowiedz na pytanie:
- How far to the city center?
  1. - To be or not to be…
  2. - Two miles and fifty yards.
  3. - Fuck off!
    Coś nie tak poszło? Nie martw się! Głowa do góry! - jak mówił kat do skazańca. Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było! Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z Ciebie oficera! Nawet posła, nawet prezydenta! A wtedy – alleluja i do przodu! Maturę można zrobić w tempie ekspresowym, jak Renata Beger!
    W ostateczności można Polskę śrubokrętem naprawiać!
    Już za rok matura, za rok cały!


środa, 8 maja 2013

Walka o kasę - matki, żony i kochanki

             Nie za bardzo wiadomo jakimi kryteriami kierowali się spece Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, postulując ustawę o wydłużonym urlopie macierzyńskim, do jednego roku. Wejść miała w życie 1 września i objąć kobiety, które urodzą po 17 marca tego roku. Jakaś data podana być musiała, ale dlaczego akurat taka, wiedzą tylko „ustalacze”. A jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o szmal.
            Jak było do przewidzenia, rozpoczęły się protesty matek, które urodziły dzieci przed 17 marca, a same nazwały się „matkami I kwartału”. Według wstępnych szacunków jest to kwestia dotycząca 80 tys. maluchów. Wywalczyły swoje, premier Tusk ugiął się pod ich naciskiem i z uśmiechem na ustach stwierdził - zgoda! Oczywiście nie obyło się bez słit fotek! 
             Urzędnicy ministerstwa pracy policzyli, że koszt wejścia w życie ustawy wyniesie około 868 mln złotych . Objęcie projektowanymi regulacjami rodziców dzieci urodzonych do 17 marca to dodatkowo 228 mln złotych.
             Dłuższym urlopem rodzicielskim powinny być objęte wszystkie matki, które są w ciąży w dniu wejścia w życie ustawy - stwierdził poseł Ryszard Kalisz. I jest to logiczne! Tylko nie o to chodzi! Przecież jest to wydłużenie płatnego urlopu macierzyńskiego dla matek, które już urodziły! Właśnie wydłużenie! Tak więc pomieszanie z poplątaniem! Gdyby rozumować jak Ryszard Kalisz ustawa obejmowała by matki dopiero od mniej więcej lipca 2014 r.! O to mu chodzi?!
             Po sukcesie „matek I kwartału” odezwały się „matki IV kwartału”. Petycję Rodziców Dzieci Gorszego Roku 2012 w ciągu czterech dni podpisało się ponad 450 osób. Ciemno to widzę! Tym razem Donaldu Tusku chyba się nie ugnie! Bo gdyby, to odezwą się „matki III, II i I kwartału 2012 r”!
            Co ciekawe petycji nie porą jej „matki I kwartału”. A co, wywalczyły swoje!


piątek, 3 maja 2013

Imię prawdę ci powie! Koko, Toro i Zoe

           Szykuje się zmiana w przepisach odnośnie nawania dzieciom imion. Rodzice będą mogli nadawać dzieciom imiona zdrobniałe i takie, które nie określają płci. Obecnie nie można dziecka nazwać Pipi czy Bibi, ale również zabronione są imiona typu Jaś czy Zosia. Musi to być Jan i Zofia.


           Małgorzata Piotrak, dyrektor departamentu spraw obywatelskich MSW, tłumaczy, że zmiany przepisów są konieczne, gdyż zwiększa się liczba małżeństw z cudzoziemcami. To powoduje wybór imion niespolszczonych, które nie dają pewności co do płci dziecka.
          Niby racja, co komu do tego, jak dziecko nie jego, ale... Już widzę „radosną twórczość” i fantazje rodziców! A jakby tak syna nazwać Winnetou? A córkę Mimi czy Fifi?
           Już teraz rodzice wykazują nie lada pomysłowość, by imieniem unieszczęśliwić dziecko. 




Poradnik – jak unieszczęśliwić swoje dziecko

         Teraz drzwi zostaną otwarte na wszelkie innowacje! 

             Już pojawiły się głosy, że jest to presja „środowisk gender”, które podważają tradycyjne rozumienie płci. Nie dość tego! Zgodnie z zasadami, które mają podwaliny w katolicyzmie, imię ma pewne przesłanie, które wiąże się ze świętym patronem. Jak by dobrze pogrzebać w starych księgach, może znajdzie się np. święty Elvis?
            Może być ciekawie, jak w starym dowcipie:
            W parku na ławce siedzi atrakcyjna dziewczyna i czyta książkę. Dosiada się do niej młody chłopak.
- Jaka książkę pani czyta? - pyta.
- „Geografię seksu”.
- Co w niej jest ciekawego?
- Przeczytałam, że najlepszymi kochankami są Żydzi i Indianie.
- Pani pozwoli, że się przedstawię. Nazywam się Mojżesz Winnetou.




poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Jedzcie, pijcie i rozmnażajcie się!

            Mierzyć można wszystko! Długość, obwód, jak wisi i jak stoi! Głębokość i szerokość też! Można też bić rekordy - ilość dzienna, miesięczna czy roczna. Czas onanizmu, spermę mierzyć na litry, w setki ilość kochanek i nałożnic. Wszystko gwoli pomnażania rodu ludzkiego!
             A propos... Jak to drzewiej bywało i teraz z nocą poślubną.
Kiedyś nowy żonkoś wchodził do sypialni, gdzie czekała na niego połowica ubrana w koszulę nocną z „dziurką do robienia dzieci”. Śmiało zagajał:
`           - Nie gwoli swawoli, ale gwoli rodu ludzkiego pomnożenia, daj mi waćpanna swego przyzwolenia!
             - W imię ojca i syna, niech waćpan zaczyna! - odpowiadała kobieta.
            A teraz? Wchodzi ślubny do sypialni, gdzie na kanapie sód mnóstwa poduszek czeka naga oblubienica.
            - Na chuj te poduszki?! - pyta.
            - A ja was wiem? Jeden lubi z poduszkami, drugi bez! - pada odpowiedź.
           Dziwne jest to, że to „pomnożenie” wymyka się racjonalnym osądom. Bo jak jednocześnie można „pomnażać” i być przeciw in vitro?! Przecież Bóg dał dziecko, da i na dziecko! Niektórzy i niektóre wiodą prym, zadziwiają swoimi osiągnięciami, ale kudy im do rekordzistów!
 
             Marokański władca z pierwszej połowy XVIII wieku, Moulay Ismail Ibn Sharif, władca dynastii Alaouite, znalazł się w Księdze Rekordów Guinessa jako najbardziej płodny mężczyzna w historii. Ponoć dał życie co najmniej 342 dziewczętom i 525 chłopcom. A do roku 1721 r. liczba jego męskich potomków (synów i wnuków) wzrosła do 700. Miał w czym wybierać, gdyż jego harem liczył 500 żon. Jak by nie patrzeć, niektóre pewnie leżały odłogiem!









 
               Z oczywistych względów kobietom trudno taki rekord ustanowić. Rekordzistką pod względem liczby urodzonych dzieci jest Fiodorowa Wasilijewa (1707-1782) nieznana z imienia, rosyjska chłopka, żona Fiodora Wasilijewa. Pochodziła z Szui, wsi położonej na wschód od Moskwy. W latach około 1725 -1765 urodziła 69 dzieci, z czego tylko dwójka zmarła w okresie niemowlęcym. Była 27 razy w ciąży, ale wszystkie ciąże były mnogie. Urodziła 16 par bliźniąt, siedem razy rodziła trojaczki i cztery razy czworaczki. Po jej śmierci Fiodor ożenił się ponownie.






 
             Tytuł najbardziej płodnej, żyjącej kobiety świata należy do Leontiny Albiny z San Antonio w Chile, która jest matką 55 dzieci. Ma już ponad sześćdziesiąt lat, więc chyba rekordu Wasiljewej nie pobije. Sama twierdzi, że urodziła łącznie 64 potomków, jednak nie zostało to udokumentowane.

piątek, 19 kwietnia 2013

Puzzle dla dzieci – w Smoleńsku był zamach!

          Wydawnictwo Edu Mal firmuje kuriozalną, ponoć edukacyjną, „Układankę Europa” dla dzieci w wieku szkolnym w formie puzzli. Jest na nich mapa Europy, na niej Katyń i Smoleńsk, a obok podpis: „Mord polskich oficerów 1940 r. Śmierć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w prawdopodobnym zamachu 2010 r.”.
        
             To druga wersja puzzli. W pierwszej (2010 r.) obok Smoleńska była adnotacja o śmierci prezydenta w „niewyjaśnionej katastrofie”.Na pudełku umieszczono informację, że układanka jest polecana przez nauczycieli geografii i historii. Kto to - na Boga! - zatwierdził?! Kto to poleca?! A kosztuje toto 50 zł. Czyżby przypadkiem sprzedawano ją w Warszawie na Targach Książki Katolickiej?
Właściciel wydawnictwa Edu Mal, Tomasz Małek, nie ma wątpliwości. - Wierzę w zamach! Bezapelacyjnie nawet! - podkreśla. - Wersja Anodiny i Millera jest tak skompromitowana, że byłoby mi wstyd wstawiać takie brednie polskim dzieciom. Chodzi o to, by nasze polskie dzieci wiedziały, w jakim świecie żyją.
Prawda, prawda i jeszcze raz prawda! Tylko nie można pozwalać oszołomom na bicie piany, na robienie dzieciom wody z mózgu! To indoktrynacja jak w pysk strzelił! Koślawienie obrazu świata, manipulowanie opinią dziecka.
            MEN jak zwykle chowa głowę w piasek. To nie jest podręcznik i nie podlega dopuszczeniu ministerstwa, nie wymaga żadnych procedur. A pomoce dydaktyczne nauczyciel może dobierać według swojego uznania. Scyzoryk się w kieszeni otwiera!
           „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Te słowa kanclerza Jana Zamoyskiego z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej, trzeba by niezmywalnym tuszem wypisać na czole Tomasza Małka i tego typu „myślicieli”.


 


środa, 27 marca 2013

Z ziemi polskiej do Wolski

             Pomorscy politycy PiS - Marcin Horała, gdyński radny PiS i Dorota Arciszewska-Mielewczyk, posłanka PiS z Gdyni - postulują, by dzieci w szkołach każdy tydzień nauki rozpoczynały śpiewem lub recytacją hymnu Polski.
            Wysłali list z do Krystyny Szumilas - minister edukacji narodowej - by wzięła to pod uwagę.  Apelujemy, aby w ramach zajęć lekcyjnych w szkołach publicznych każdy nowy tydzień nauki zaczynać od wspólnej recytacji hymnu przez całą klasę lub na apelu przez całą szkołę. Zresztą wybór czasu i miejsca recytacji zostawilibyśmy w gestii dyrekcji poszczególnych placówek - idą na ugodę. Chcemy trochę nawiązać do tradycji amerykańskiej. W Stanach Zjednoczonych każdy dzień w szkole rozpoczyna się złożeniem przysięgi na wierność fladze i republice -  Marcin Horała sięga po najlepsze wzorce.
            Jak by to miało wyglądać? Wszystko jest dopracowane! Dzieci młodsze mogłyby zaczynać od samego refrenu odśpiewanego w godnej pozycji (jaka ci ona jest, Horała nie precyzuje). Ale szóstoklasiści już z pewnością powinni wiedzieć, że podczas śpiewania hymnu się stoi na baczność”.
            Dziś znajomość słów hymnu polskiego jest na żenująco niskim poziomie - przytomnie zauważyła Dorota Arciszewska-Mielewczyk. Powinniśmy zadbać o szacunek do hymnu, bo to jeden z elementów budujących naszą tożsamość narodową”.
             Przykład dał sam prezesunio, Jarosław Polskę zbaw Kaczyński.  Na pamiętnym II Kongresie PiS, 4 czerwca 2006 r., brawurowo hymn Polski wykonał!  


http://www.youtube.com/watch?v=EipqGBh3WBs

Autorska interpretacja pobiła nawet dokonania Edyty Górniak (Mundial, 2002 r.) przed meczem Polska Korea!  A może by tak duet nagrać?! Byłby wzór jak znalazł!