kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mózg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mózg. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2013

Pierwsze ofiary iPhone 5S – dziury w mózgu!

               Jutro ma się rozpocząć oficjalna sprzedaż najnowszego produktu Apple - iPhone 5S. Przed flagowym, firmowym sklepem w Londynie, kolejkowicze czekają nawet kilka dni. A że pogoda nie bardzo, chronią się w prowizorycznych namiotach. 
               iPhone 5S będzie dostępny w trzech kolorach (złoty, srebrny i szary) i ma wbudowany skaner linii papilarnych. Za jego pomocą można odblokować telefon i kupić dodatkowe aplikacje.
Kosztować ma 16GB - £ 549, 32GB - £ 629 i 64GB - £ 709.
              Za odstąpienie miejsca w kolejce trzeba zapłacić niezłą kasę. Jak na razie w granicach £ 250, ale pierwsze pozycje wyceniane są nawet na £ 1000.
             Jak to zwykle bywa, każda nowość, każde gadżety, niektórym ludziom mózg lasują, pewnie czasem powodują również trwałe uszkodzenia, czyli po polsku mówiąc – pierdolca.



czwartek, 5 września 2013

Serce przebite strzałą na wiekowych zabytkach, czyli bezmyślność pseudoturystów

               Turyści są z jednej strony „portfelem do opróżnienia”, a z drugiej zmorą konserwatorów zabytków. Pół biedy, jeśli ograniczają się do „zadeptywania” popularnych tras, szlaków i budowli, gorzej, gdy za wszelką cenę starają się „uwiecznić” swój pobyt w tych miejscach. Napisy sprayem, rycie inicjałów, zabieranie kamieni „na pamiątkę”, stają się nagminnymi „zwyczajami”. W tym kontekście mówienie o przylepianej do pomników gumie do żucia, włażenie na nie „do zdjęcia” czy zostawianie ton śmieci – wydaje się „drobiazgiem”
              W maju tego roku 15-letni chiński nastolatek podpisał się na liczącej 3500 lat ścianie egipskiej świątyni. Zbyt kreatywny nie był - „Ding Jinhao był tutaj" oznajmił. 
                49-letni amerykański turysta podczas nurkowania na plaży Papa Nero w Grecji (półwysep Pelion) złowił sześciomackową ośmiornicę. Zabił ja uderzając o skałę, potem poszedł do miejscowej tawerny z prośbą o jej przyrządzenie. Żaden z kucharzy nie chciał tego zrobić, tłumacząc, że to jakiś biologiczny ewenement. Turysta sam ją przyrządził i zjadł.
              Dopiero po fakcie dowiedział się, że do tej pory złowiono na świecie jedynie dwa takie głowonogi. Pierwsza sześciomackowa ośmiornica została znaleziona pięć lat temu przy wybrzeżu północnej Walii i po badaniach w Blackpool Sea Life Centre, wypuszczono ją z powrotem do morza. 
                Grupa „turystów” odpoczywająca na plaży w chińskim regionie Hainan, znalazła blisko brzegu rannego delfina, który prawdopodobnie został potrącony przez łódź rybacką.
Wyciągnęli go z wody i bawili się, trzymając za ogon i kręcąc w kółko. Ssak zdechł, a wtedy „turyści” strzelili sobie z martwym delfinem serię fotek, które potem zamieścili na Facebooku. 
               Zupełnie niedawno (w sierpniu) do niecodziennego incydentu doszło w muzeum dell'Opera del Duomo we Florencji. Pewien Amerykanin uszkodził XIV-wieczny posąg. Przez „macanie” urwał palec prawej ręki. Jak się później okazało, palec nie był częścią oryginalnej rzeźby, która była uszkodzona i naprawiana rok wcześniej. Ale fakt jest faktem – po raz kolejny ktoś się „popisał”. 
              Skały Cliffs of Moher od dziesięcioleci uważane są za jedne z najbardziej niezwykłych zabytków Irlandii. Dwóch autostopowiczów z Paryża uznało, zostawiło na nich swoje graffiti. „Wizytówki” nagrali i wrzucili na YouTube. Wkrótce nagranie zostało usunięte.
            Walka z wandalami, głupolami bez wyobraźni, burakami - jak zwał tak zwał - to trochę walka z wiatrakami. Jednak trzeba, gdyż mimo że „człowiek to brzmi durnie", jednak jeszcze brzmi, a „myślenie na kolosalną przyszłość”



 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Co kręci kobiety?

              Zdecydowana większość z nich (tych kumatych) odpowie, że intelekt. A że z intelektem po ulicy się nie chodzi, dobrze jak by był brunetem powyżej 180 cm wzrostu, miał „męski głos i ani grama tłuszczu”. Gruby portfel jest jak najbardziej wskazany, a na podziemnym parkingu w apartamentowcu BMW. Może też być Porsche. 
               Ten portfel musi się łatwo otwierać, bo jak mawiała Marylin Monroe – pieniądze szczęścia nie dają, ale kupowanie, tak. 
               Stąd też nie powinno dziwić 150 par „odlotowych” butów na każdą okazję czy 61 sukienek, różniących się niezauważalnym dla mężczyzn odcieniem. 
               Tak więc pierwszym elementem – sine qua non – wspólnego gniazdka jest pojemna szafa.
Z tego grona wyłączone są szlaufy, czyli galerianki, typowe blachary i cichodajki. Tym chodzi wyłącznie o jasno sprecyzowaną „miłość”. W niektórych przypadkach przypadkach wystarczy doładowanie telefonu za 25 zł i włączają ssanie.
              Kobieta patrzy na świat „rozwojowo”, a że energię do zmieniania rzeczywistości ma niespożytą, zmienia i zmienia. Tylko jak kwiat, musi mieć odpowiednie warunki „do rozkwitnięcia”. Potrafi czekać na życiodajny deszcz, a jak już się dorwie do „możliwości”, nie ma zmiłuj! Dwa razy dziennie przestawia meble w pokoju, a w międzyczasie trzy razy zmienia fryzurę, kombinując, w której jej bardziej „do twarzy”. 
                Jest tak zapracowana sprzątaniem i innymi domowymi pracami, że na prawdziwą robotę nie ma czasu. Oczywiście, z chęcią do pracy pójdzie, by coś do wspólnej kasy dorzucić (czyli na własne potrzeby), ale... Po pierwsze primo – interesuje ją posada od prezesa korporacji wzwyż, po drugie primo – jak pójdę do pracy, kto zadba o dom? Trzeba zatrudnić gosposię, więc drogi mężu – musisz więcej zarabiać! Staraj się! Weź nadgodziny, jakieś boki...
              Warto się starać! Nagrodą jest pięciominutowe dymanko raz w tygodniu, w pozycji „na misjonarza”. Ale i tak jakby „z łaski”.
               Są też „normalne” kobiety, ale na wymarciu.



sobota, 3 sierpnia 2013

Debil czy idiota?!

            Mural z podobizną Jana Pawła II, znajdujący się przy al. Kijowskiej w Krakowie, a wykonany w 2011 r. przez artystę graffiti o ksywie Imp2k, został „ozdobiony” dodatkowymi elementami.
            Nieznani sprawcy namalowali na nim czarną farbą gwiazdę Dawida i napisy „Żyd", „oszust", „aktor". Krakowianie są zbulwersowani, gdyż w tym miejscu sadzili kwiaty i palili znicze.
              Fachowcy twierdzą, że napisów nie można usnąć bez zniszczenia murala. Prawdopodobnie zostanie zamalowany.
              Policja nie otrzymała oficjalnego zgłoszenia w tej sprawie, więc pewnie umyje ręce. Coś tam sprawdzą, coś zachachmęcą i do szuflady!
              Tego rodzaju „wytrysk farby z mózgu” kwalifikuje się do leczenia. Czasem jednak medycyna jest bezradna, bo któż to może być, taki „mądry inaczej”?
              Debil? Za Wikipedią: Niepełnosprawność intelektualna w stopniu lekkim (upośledzenie umysłowe lekkie, dawniej debilizm – niestosowana z uwagi na negatywne znaczenie w języku potocznym) – poziom intelektualny osób dorosłych charakterystyczny dla 12. roku życia. Ta forma deficytu intelektualnego stanowi najwięcej rozpoznań. Osoby takie są samodzielne i zaradne społecznie, nie powinny jednak wykonywać zawodów wymagających podejmowania decyzji, ponieważ nie osiągnęły etapu myślenia abstrakcyjnego w rozwoju poznawczym. Życie rodzinne przebiega bez trudności. W socjalizacji mogą nabywać zaburzeń osobowościowych, ze względu na atmosferę otoczenia i stosunek innych. Obecnie istnieje tendencja do wprowadzania zajęć korekcyjnych, przy intensywniejszym treningu poznawczym w dłuższym czasie osoby z upośledzeniem w stopniu lekkim osiągają podobne wyniki co osoby z przeciętnym IQ. Do 12 roku życia brak różnic rozwojowych. IQ w skali Wechslera: 55 – 69.
              Idiota? Niepełnosprawność intelektualna w stopniu znacznym (upośledzenie umysłowe znaczne, dawniej idiotyzm – niestosowana z uwagi na negatywne znaczenie w języku potocznym) – rozwój psychiczny osoby dorosłej na poziomie 6. roku życia. Około 4-5 roku życia zauważalne spóźnienie rozwoju psychofizycznego. Osoby te mogą opanować samoobsługę, przy stałej opiece mogą wyuczyć się czynności domowych, ale nie są zdolne do wyuczenia zawodu. Mogą podejmować prace niewymagające kwalifikacji.
IQ w skali Wechslera: 20 – 34.
             A może imbecyl, matoł czy kretyn? A może „patriota” spod znaku ONR, skin czy „zakręcony” kibol? Jak zwał tak zwał, w mojej skali IQ 0.

niedziela, 30 czerwca 2013

Poluzowane śrubki w mózgu

             Ludziom niekiedy odbija, to oczywista oczywistość. Trudno wtedy mówić o jakimkolwiek „znalezieniu się w rzeczywistości”, czasem jest to wprost totalny odlot. A lot trwa, trwa i trwa…
             Modlić się tylko trzeba (ci wierzący) lub mieć nadzieję (agnostycy i ateiści), że jakiś świr nie dorwie się do władzy, prawdziwej władzy. W tym kontekście uzasadnione wydają się obowiązkowe badania psychiatryczne dla polityków „z górnej półki”.
             A że takie obawy płonne nie są historia nie raz, nie dwa, potwierdzała. 
 Karol VI Szalony – jestem ze szkła
Rządził Francją od 1380 do 1422 roku. Większość tego czasu spędził w strachu, że „się zbije”. Przyczyną urojeń była choroba psychiczna, na którą zapadł podróżując do Orleanu (1392 r.). To schorzenie, powodowało przekonanie, że jest ze szkła. Prawdopodobnie była to odmiana schizofrenii.
Król był konsekwentny – zabronił się dotykać, nosił miękkie, wyściełane poduszkami ubranie. Hmmm… Zdziwienie budzi fakt, ze doczekał się 12 dzieci! Jakim cudem?
„Szklaność” nie byłą jedynym odlotem Karola. Cierpiał na zaniki pamięci, trzeba mu było przypominać kim jest, jak się nazywa i to delikatnie! Pewnego razu, śrubki mu się tak poluzowały, że nie mył się i chodził w tych samych ciuchach przez wiele miesięcy.
Jednym z głośniejszych incydentów za panowania Karola był „bal płonących mężczyzn". 29 stycznia 1393 roku król oraz kilku dworzan, świętując zaślubiny jednej z dam dworu, przebrali się za dzikich ludzi i tańczyć przykuci łańcuchem jeden do drugiego. Kostiumy z płótna przesiąkniętego woskiem żywicznym zapaliły się. W efekcie wszyscy „dzicy", oprócz cudem ocalałego króla, stracili życie w wyniku oparzeń.
Kaligula – seks i tortury
Cesarz Rzymu, panował zaledwie dwa lata, a stał się symbolem ześwirowanego despoty. Jedno z ustanowionych przez niego praw, zakazywało spoglądania mu w twarz, gdyż nikt nie zasługiwał na widok jego „boskiego oblicza”. Karą za ten występek było wrzucenie do jaskini pełnej lwów.
Cesarz lubował się także w okrutnych i wymyślnych metodach tortur, był również seksoholikiem. Nie przepuścił nikomu, chłop, baba, ponoć „seksił się” z każdą ze swoich trzech sióstr. Cesarski pałac za jego panowania przypominał burdel, w którym odbywały się trwające po kilka dni orgie.
Najbardziej malowniczym przykładem cesarskiego odlotu (najprawdopodobniej choroba mózgu) była chęć nominacji konia wyścigowego o imieniu Incitatus, senatorem. Pomysł został jednak zablokowany „chłytem” retorycznym - tłumaczono, że czworonóg nie może pełnić tej funkcji ponieważ, jako pochodzący z dzisiejszej Hiszpanii, nie był obywatelem Rzymu. Niemniej jednak Incitatus z cesarskiego rozkazu mieszkał w marmurowej stajni, jego uprząż wysadzana była szlachetnymi kamieniami. Ze żłobu rzeźbionego w kości słoniowej jadał owies mieszany z płatkami złota. Często też brał udział w urządzanych przez cesarza ucztach.
Poddani i senatorowie mieli już go dosyć i został zamordowany podczas przejścia z teatru do pałacu cesarskiego. Łącznie zadano mu około 30 ran. Zabito również jego żonę Cezonię wraz z córką. 
Ibrahim I – tylko puszyste!
              Szaleństwo najczęściej łączy się z okrucieństwem. Sułtan turecki Ibrahim I również dorobił się ksywy „Szalony”. Wpływ na jego psychikę miał bez wątpienia fakt, że większość młodości spędził pod kluczem, w budynku bez okien. Wypuszczono go w 1640 roku, gdy zmarł jego brat, pełniący urząd sułtana i wtedy zajął jego miejsce.
              Lata zamknięcia „odreagował” w głównie w haremie. Gust miał dość specyficzny, lubił bowiem kobiety bardzo, ale to bardzo, puszyste.
              Podobno Ibrahim wysłał swoją służbę z misją odnalezienia najgrubszej kobiety na rządzonych przez niego ziemiach. Efektem wyprawy było pojawienie się na dworze sułtana ważącej ponad 150 kilogramów kobiety z Armenii, która stała się ulubioną kochanką władcy. Nazwał ją Sheker Pare, czyli „cukiereczkiem".
             Okrucieństwo sułtana było jak fala morska, pojawiało się nieoczekiwanie, ni stąd, ni zowąd. Miał w zwyczaju zarządzać egzekucje i tortury jak mu przyszła na to ochota. Pewnego razu wrzucił swojego syna do sadzawki i pobił. Kiedy indziej rozkazał utopić 280 kobiet ze swojego haremu, ponieważ na jedna z nich coś przeskrobała. Nie wyjaśniono która, utopił więc wszystkie. 
Jerzy III – rozmowy z aniołami i drzewami
            Jednym z najsłynniejszych przypadków poluzowania śrubek w mózgu jest osoba Jerzego III, który rządził Imperium Brytyjskim w drugiej połowie XVIII wieku. Historycy podejrzewają, że król cierpiał na jedną z odmian choroby krwi, porfirii. Prawdopodobnie uaktywniła się w wyniku zatrucia arszenikiem, który stosowany był w XVIII wieku jako jeden ze składników pudrów stosowanych do upiększania peruk. Choroba objawiała się między innymi napadami szału, do tego stopnia, że trzeba go było krępować, by nie wyrządził krzywdy sobie i innym. Popularny zabieg „puszczania krwi” tylko pogarszał jego stan.
            Jerzemu wydawało się, że Londyn dotyka potężna powódź, wydawał rozkazy od dawna nieżyjącym urzędnikom. Zdarzało się, że napastował służbę, poduszkę nazywał „księciem Oktawiuszem" (takie imię nosił zmarły syn) i nakazał obchody jego narodzin. Raz też ubrał się w czarne szaty i poinformował wszystkich, że nosi żałobę po zmarłym królu Jerzym III.
            Król prowadził czasem wielogodzinne rozmowy ze znajomymi aniołami. Raz też wdał się w pogawędkę z dębem, uścisnąwszy wcześniej, w powitalnym geście, jego gałąź. Był przekonany, że ma przed sobą samego króla Prus.
Cesarz Zhengde – lubił wypić
              Zhengde, chiński cesarz z dynastii Ming, zasiadł na tronie w 1505 roku. Miał wtedy czternaście lat. Rządzenie mu wisiało, wolał „wesołe” życie, szczególnie gdy osiągnął wiek męski. Pijany odwiedzał burdele, sam też tworzył nowe.
Kiedyś nakazał zbudować wewnątrz swego pałacu całą handlową dzielnicę miasta. Jego słudzy, żołnierze i eunuchowie, przebrali się za ulicznych sprzedawców, a sam Zhengde kroczył pomiędzy straganami, udając zwykłego przechodnia.
Na dworze szerzyła się korupcja. Powszechne stało się kupowanie i sprzedawanie urzędów i godności państwowych. Równocześnie stale zwiększano podatki.
             Cesarz spędzał czas podróżując po kraju w przebraniu i ucząc się języków. Podczas podróży prosił napotkane osoby o ocenę swoich rządów. Każdy kto krytykował cesarza tracił swój urząd, trafiał do więzienia, bądź zostawał zabity. W ten sposób na rozkaz Zhengde stracono wiele osób. W 1521 roku statek, na którym podróżował cesarz uległ katastrofie. Zhengde wprawdzie ocalał, ale niebawem nabawił się choroby, prawdopodobnie wdała się infekcja, w wyniku której zmarł.









czwartek, 2 maja 2013

Przed melanżem był ostry bifor

Komunikacja werbalna między ludźmi jest podstawą porozumienia, dociera do nas w ten sposób, ale 38% to dźwięk, 7 % słowa (pismo). Reszta to mowa ciała.
Jest się nad czym „głowić”, by sensownie i efektywnie przekazywać treści, czyli „aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”
Mowa, język się zmienia, czasem żyje własnym życiem. Czasem pewne słowa się przyjmują, czasem nie. W zasadzie dokładnie nie wiadomo dlaczego. Nic nie zastąpi już hot doga, pendriva czy weekendu.
Z drugiej strony słowa pojawiają się i znikają zgodnie z modą, zmieniają też znaczenie. To co wczoraj było trendi, cool czy jezzi, dzisiaj jest już passé.
Specyficzny język sms-owy, slang programistów czy nawet słowotwórczość ulicy, wchodzą do codziennego użytku i czasem trudno się w tym rozeznać. Taka mała encyklopedia chu iz chu.
 
Leming
Bezkrytycznie wierzy w to, co usłyszał w telewizji, albo przeczytał w Internecie. Przyjmuje to jako prawdę objawioną, ale sam o swoim intelekcie ma wysokie mniemanie. Taki trochę przeciętniak. Praca, TV, raty, żona i dzieci. Polska młoda sfera średnia, uosobienie mieszczaństwa z niejakimi ambicjami.
Gostek - chłopak, koleś, koleżka
Jezzi - coś na topie, inaczej trendy, cool.
Lajt - Luźno, spokojnie, bezproblemowo.
Bifor – alkoholowa zaprawka przed docelową imprezą.
Hejter
Gościu, któremu nic się nie podoba, wszystko jest głupie, powielane i robione dla szmalu. Jednym słowem - wieczny malkontent. Nie potrafi cieszyć się sukcesem kogoś innego. Wyraz swojemu nastawieniu na „be” daje wyraz na wszelkich możliwych forach, we wszystkich dyskusjach. 
Hipster
Sam siebie przypisuje do kontrkultury, czy też kultury alternatywnej. Ubiera się w lumpeksach w rzeczy, które swoją młodość miały, gdy on skakał gazety na podłogę. Często nosi ze sobą stary, ruski aparat, którym wali jakieś „artystyczne” fotki. Podkreśla jaki to on jest wrażliwy na otoczenie i nieszczęście zwierząt. Często jest to tylko stylizacja, a ciuchy są najwyższej marki. Trochę kojarzy się z niedzisiejszym hippisem.
Melanż - najprościej mówiąc ostra popijawa, gdzie dzieje się, oj dzieje! Trendi jest zapalić „marychę” (staff). Często na melanżach spotykać można fajki wodne (szisze do tytoniu smakowego oraz bongo do staffu). Odbywać się może w różnych miejscach począwszy od ogniska w lesie, a skończywszy na luksusowym wnętrzu.
Na melanżach płeć jest (musi być) mieszana, najczęściej 50/50. Dziewczyny powinny wiedzieć, co je może czekać i czego się od oczekuje.
Bajter - podrabia styl innej osoby (rapowanie, malowanie graffiti). Określenie rodem z kultury hip-hop
Faszering - libacja w grupie.
 Bikejka - zbitka liter B.K., a oznacza białe kozaczki. Jest to kobietka ubierająca się w białe kozaczki, jeansy biodrówki z cekinami, niezależnie od obwodu bioder i brzucha i różowe (czasem czarne lub białe), obcisłe bluzki nad pępek. W pępku powinien być kolczyk. Na języku też. Włosy obowiązkowo platynowy blond, w najgorszym razie smoliście czarne, ostatecznie „borsuk, ale już obciach. W uszach kolczyki typu „obręcze”. Taka paris hilton dla ubogich, ale sobie się podoba. Na dyskotekach zawsze ma powodzenie.
Fail coś „nie halo”, „nie bangla”. Po prostu coś nieudanego, do dupy.
Fokson totalna lufa, odjazd „po spożyciu”. Inaczej kapa, foka, dojazd, zajeba, rakietixon.
Gringo - siedzi pod sklepem w charakterystyczny dla Meksykanów sposób. Preferuje najtańsze trunki, byle się najebać.


 Geek
Gościu specyficznie uzdolniony (najczęściej informatyk), wyraża się zwrotami często niezrozumiałymi dla zwykłego człowieka. Nawiedzony, ze specyficznym poczuciem humoru. Czai go tylko własne środowisko. Klasyk na ubiór nie zwraca najmniejszej uwagi, preferuje rozciągnięte swetry. Odmiana z wyższej półki stylizuje się na pełen markowy luz.
Mainstream - (ang. główny nurt) - aktualnie panujący trend, coś co jest popularne, znane bardzo szerokiej widowni, co „się sprzedaje”. Często jest to synonim kultury popularnej.
Slamowanie poezja na żywo, głownie improwizowana. Prezentacje są najczęściej bardzo ekspresyjne, w klimacie typowej knajpy. W recytowaniu tych wierszy ważniejsza jest forma przekazu niż sama treść. Słowa powszechnie uważane za wulgarne są kanwą wierszy.
Lamer - wie niewiele o komputerach lub grach komputerowych, ale jednocześnie ma bardzo duże mniemanie o sobie. Poucza innych, wymądrza się, łamie netykiete, nie ma skrupułów przed używaniem chetów. Określenie bardzo pogardliwe, mniej negatywny jest noob.
 
Swinger - osoba preferująca seks bez zobowiązań, w każdej konfiguracji. Modne są specjalne kluby, spotkania, wymiana internetowa namiarów.
Piczyz ( peaches ) - czyli „głupia pipa”. Stała bywalczyni solariów i klubów disco. Często łączy w sobie pojęcia skwarki i solaris.
Troll – dziecko i zmora Internetu. Pokemon atakujący fora dyskusyjne swoim bezsensownym i głupim StYllEm Pi$h@n!@ oraz licznymi błędami ortograficznymi
Wigger
Wigger, wigga - biały murzyn. Wyróżnia się noszeniem koszulki xxxxxl, złotych łańcuchów i czapki daszkiem do tyłu. Oczywiści słucha tylko rapu
WTF? - (ang. What The Fuck), czyli dosłownie „Co jest kurwa?". Popularny akronim używany głównie, gdy nie można czegoś zrozumieć, jakiejś sytuacji, jakiegoś zdarzenia. Inaczej - wielkie zdziwienie.
  Yuppies - określenie stosowane dla grupy młodych, dobrze wykształconych ludzi, których charakteryzuje wysoki profesjonalizm, indywidualizm, dążenie do osiągnięcia w krótkim czasie kariery zawodowej i sukcesów finansowych oraz zamiłowanie do luksusu.
Squat, - (spolszczane skłot) - opuszczone pomieszczenie lub budynek, zajęty, przeważnie, bez zgody właściciela. Squatersi swoje postępowanie tłumaczą tym, iż uważają, że prawo do zaspokojenia swojej potrzeby jest ważniejsze od prawa, w tym czyjegoś prawa własności. Jest ono w wielu krajach przestępstwem, w niektórych postrzega się je jedynie jako konflikt pomiędzy właścicielem a squatersem (w Polsce taka sytuacja zachodzi tylko, jeśli squaters może udokumentować, że zamieszkiwał dany budynek dłużej niż 3 miesiące), w którym państwo staje zazwyczaj po stronie właściciela.
Loading - nabranie energii, ładowanie akumulatora...



 






czwartek, 21 marca 2013

Prawnikom potrzebny jasnowidz? Ciemno to widzę!

            Studenci prawa Uniwersytetu Opolskiego zaprosili na wykład Krzysztofa Jackowskiego z Człuchowa, chyba najsłynniejszego polskiego jasnowidza w Polsce.
Inicjatorem przedsięwzięcia było Koło Naukowe Młodych Kryminologów i Kryminalistyków we współpracy z Kołem Naukowym Medycyny Sądowej.
Na nic się zdały protesty Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, a także Klubu Sceptyków Polskich. Argumentowano, że jasnowidzenie, podobnie jak telepatia czy telekineza, mają podobne podstawy naukowe jak latające dywany. Wykład „Ściemnianie czy jasnowidzenie?" odbył się przy pękającej w szwach sali.
Krzysztof Jackowski jest specjalistą od szukania zaginionych osób, na podstawie ich fotografii. Wszem i wobec chwali się swoimi sukcesami, ciągle podkreśla swoją wybitnie „wydajną” współpracę z Policją. Prawda to, ale nie całkiem. Jak z  tym rowerem… 

Do radia Erewań skierowano pytanie:
- Czy to prawda, że Iwan Iwanowicz wygrał w Moskwie Wołgę?
- Prawda, ale nie całkiem. Bo nie Iwan Iwanowicz, a Siemion Siemionowcz i nie w Moskwie, ale w Petersburgu, i nie Wołgę, a rower, i nie wygrał, ale mu ukradli. Poza tym wszystko się zgadza!
W latach 1994 -1999 udokumentowanych jest 440 spraw z udziałem jasnowidzów. 442 uważa się za totalne porażki, a 8 jako „wizje” przybliżone. Zawsze bowiem można mówić, że staw to „małe jezioro” , czy że pagórek to „mała góra”, a zagajnik „ożenić” z lasem. W 5 przypadkach można było powiedzieć, że jasnowidz jakoś pomógł.  Policja o pomoc prosiła w 12 sprawach.
Komenda Główna Policji wydała w 2000 r. raport stwierdzający znikomą skuteczność jasnowidzów. Krzysztof Jackowski ogłosił zamiar wystąpienia na drogę sądową, aby w oparciu o dokumentację prowadzonych przez siebie spraw uzyskać potwierdzenie swoich zdolności w sądzie. Do listopada 2011 r. jednak żaden pozew, oczywiście, nie wpłynął. W 2011 r. rzecznik Komendy Głównej Policji oświadczył, iż policja nie będzie zamawiać usług jasnowidzów, gdyż nie wnoszą oni istotnych informacji do śledztw.

Krzysztof Jackowski w jednym z wywiadów stwierdził, że często zdarza mu się mylić, ale „trafień” ma znacznie więcej niż błędnych. Szacuje je na  80%. To duża przesada! Wystarczy prześledzić krążące o nim opinie w Internecie!
Gwoździem do trumny trafności działań jasnowidzów było oświadczenie fundacji ITAKA - Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych (2011 r.)
„Nie znamy sprawy, w której informacje jasnowidza przyczyniłyby się bezpośrednio do odnalezienia osoby zaginionej. Nie znamy też sprawy, w której informacje od jasnowidza byłyby precyzyjne. Najczęściej brzmią: „żyje, wyjechał za granicę” albo „nie żyje, leży w dole przy domu, który jest blisko lasu” albo rodziny dostają mapkę, która obejmuje ogromny teren i przeszukanie go właściwie nie jest możliwe”.
 Przyszłym prawnikom z Uniwersytetu Opolskiego polecić można wykład wróża Macieja czy magików przepowiadających przyszłość z fusów kawy czy flaków zaszlachtowanych zwierząt. No i jeszcze pilne studiowane, run, kart Tarota i przepowiedni  I Ching! Może nawet sensowne było by utworzenie wydziały wróżb i przepowiedni? W przyszłej pracy jak znalazł!
 

 

środa, 13 marca 2013

Inteligencja na wstecznym biegu

             Biblioteka Narodowa we współpracy z agencją TNS Polska przeprowadziła badanie czytelnictwa w Polsce. Dane są przerażające! Aż 61 % Polaków w ciągu ostatniego roku nie przeczytało ani jednej książki! Sondaż zrealizowano na losowej reprezentatywnej próbie 3 tys. obywateli Polski w wieku 15 lat i więcej.
Badanie przeprowadzane jest co dwa lata, od początku lat 80. XX wieku. Książkę zdefiniowano bardzo szeroko – jako album, encyklopedię, poradnik, słownik czy e-book.
            Jako czytelników przyjmuje się osoby, które „przerobiły” w ubiegłym roku przynajmniej siedem pozycji. Było ich tylko około 11%. W latach 1994 - 2004 liczba ta wynosiła 22 - 24%.
            Co jest pocieszające, książki czyta prawie dwa razy więcej nastolatków, niż osób po 60-tce.. Częściej czytają kobiety, niż mężczyźni. Okazało się, że 34 % Polaków z wyższym wykształceniem w 2012 r. nie przeczytało żadnej książki. To dziwi, ale jest syndromem obniżenia jakości wykształcenia. Zdecydowanie częściej po książki sięgają mieszkańcy miast, niż wsi.
             Jakby tego było mało, Michał Boni, Minister Administracji i Cyfryzacji, ogłosił projekt założeń ustawy „o poprawie” warunków świadczenia usług przez Jednostki Samorządu Terytorialnego. Umożliwia on likwidację bibliotek zarówno szkolnych, jak i publicznych poprzez łączenie ich funkcji, bez określenia jakichkolwiek ograniczeń i przesłanek.
             Projekt nie zawiera żadnej oceny stanu obecnego, nie został wsparty jakimkolwiek badaniem potrzeb czytelników. Powstał po konsultacjach wyłącznie z przedstawicielami samorządów, które od wielu lat postulują umożliwienie likwidacji bibliotek według ich preferencji dla doraźnych oszczędności.
            Czyli – chodzi o szmal! Lepiej wydawać go na nagrody i premie dla ministerialnych urzędników, niż wspierać szeroko rozumianą kulturę. Rząd ssie samorządy jak tylko może, zwala na nie coraz więcej statutowych obowiązków, a dotacje obcina. Chyba zgodnie z przekonaniem, że bez książki żyć można, ale bez spartolonych autostrad i stadionów – nie.
            Skutki są widoczne, społeczeństwo głupieje, czego spektakularnym dowodem są „wybrańcy narodu” w polskim Sejmie. Swoją drogą, ciekawe by były wyniki takich badań na Wiejskiej.


 

środa, 6 marca 2013

Na szczaw i owady wpierdalać!

             Według danych fundacji „Maciuś”, 800 tysięcy dzieci w Polsce jest niedożywionych. Dotyczy to głównie dzieci z najmłodszych klas szkolnych, co dziesiąte jest głodne. Słowa te po swojemu zinterpretował Stefan Niesiołowski w „Kropce nad i”, prowadzonej przez Monikę Olejnik. Wolno mu nie wierzyć w te dane, ale rodzi się pytanie – co do tego ma wiara? Nie lepiej po prostu te dane sprawdzić? Określić ewentualne przyczyny, czy to patologiczne, czy ekonomiczne.
         Druga część wypowiedzi (p)osła woła o pomstę do nieba! Stwierdzenie, że głód był w czasach jego dzieciństwa, a nie teraz, mija się z prawdą jak ksiądz z dziwką. Nikt wtedy nie szukał jedzenia po śmietnikach!
- Myśmy cały szczaw wyjedli z nasypu i wszystkie śliwki jedli. Dziś te wszystkie śliwki leżą, dzieci w grają piłkę, szczawiu nikt nie zjada. Ja nie mogę słuchać o tym – błysnął intelektem.
           Jakie owoce z drzewa ma jeść dziecko mieszkające w mieście?! Gdzie rosną te drzewa?! To ma być recepta na głód?! A z drugiej strony jeśli jakaś jabłonka czy gruszka się uchowała, to jest to teraz granat onkologiczny! Cała tablica Mendelejewa!


sobota, 2 marca 2013

Wytrysk z mózgu

            Były prezydent Lech Wałęsa znów dał popis swojej elokwencji i inteligencji. W wywiadzie dla TVN 24 dobitnie określił swoje stanowisko wobec homoseksualizmu. Stwierdził m.in. - Ja sobie nie życzę, żeby ta mniejszość, z którą się nie zgadzam, wychodziła na ulice i moje dzieci i wnuki bałamuciła jakimiś tam mniejszościami.
            Swoją drogą, czyżby dzieci i wnuki byłego prezydenta były tak podatne na to bałamucenie?! 
          Lech Wałęsa kilkukrotnie podkreślił, że jest 100% demokratą, ale widocznie demokrację rozumie, jak zwykle, po swojemu. - Oni muszą wiedzieć, że są mniejszością i muszą do mniejszych rzeczy się przystosować. A nie wchodzić na największe szczyty, największe godziny - stwierdził ze swoistą logiką i gramatyką. - Zróbmy to sprawiedliwie: macie 5 proc., więc możecie dojść do pierwszej ulicy, a dalej nie. Macie 5 proc., tyle ile was jest.
            Według „myśliciela” z gdańska, nomen omen noblisty, w Sejmie ludzie o innej orientacji seksualnej powinni siedzieć w ostatniej ławie lub Wręcz „za murem”.
            No tak... Nie każdy mur można przeskoczyć, szczególnie intelektualny. Aż nasuwa się ludowe porzekadło - wyżej dupy nie podskoczysz. Dupa, jak widać, dla byłego prezydenta jest ciężarem nie do udźwignięcia.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Bruzda na mózgu


            W wywiadzie dla Uważam Rze ks. Franciszek Longchamps de Bérier stwierdził, że są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą już, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych". Kto zacz? Kto te pierdoły wygłasza jako prawdy objawione? Ano nie byle kto, bo ekspert zespołu ds. bioetycznych Episkopatu.
Kościół był i będzie przeciwko zapłodnieniu in vitro. Dlaczego? Bo tak!
W zasadzie jakichś w miarę logicznych argumentów brakuje, więc doktrynę nie, bo nie podpiera się pojęciem grzechu, wyimaginowanego zabójstwa zarodków i ochroną życia poczętego (?).
Nawet jakby się udało zapłodnić jedną, jedyną komórkę jajową, by żadne embriony nie były zamrażane, to i tak Kościół wkłada kij w szprychy. Problem zamrażania i późniejszego niszczenia embrionów jest czymś pobocznym, wynikającym z praktyki stosowanej w klinikach, nie w tym zagwozdka.
Sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa. Życie jest darem boskim i człowiek ma je przekazywać przez zwykłe bara-bara, a nie metodami medycznymi. To się bowiem odbywa z pominięciem Boga, jest wyrazem panowania człowieka nad życiem.
Na wszystkich, którzy poczną dziecko metodą in vitro oraz na wszystkich, którzy przyczyniają się do takiego zapłodnienia Kościół katolicki nakłada ekskomunikę.     
  
            Hmmm... Chyba lepsze in vitro niż takie naturalne nieudane mózgowo egzemplarze jak ks. Logchamps de coś tam. Kiedyś mówiło się zrobiony miękkim Nie będę kończył, by wartości nie kalać.
Katolicki ekspert szybko zwinął ogon po siebie. W Faktach po Faktach próbował się usprawiedliwić i wybielić, ale wyszło jak wyszło. Nie uważam, że dziecko poczęte in vitro jest gorsze. Mówię tylko o zagrożeniu, a nie o człowieku- stękał ks. Franciszek Longchamps de Bérier . 
Ksiądz de Bérier nie jest odosobniony w takich specyficznych przemyśleniach i sądach. Wpisuje się w nurt myślicieli, którzy szybciej mówią niż myślą. Może wcale nie myślą...
Bp Tadeusz Pieronek: Czymże jest literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty powołanej do życia wbrew naturze, jak nie pierwowzorem in vitro? To makabryczna perspektywa, ale ona istnieje.
Abp Józef Michalik: Refundacja in vitro to opłacanie zabójstwa””.
Bp Krzysztof Nitkiewicz: Przecież te zarodki to ludzie. Aby mógł się narodzić w ten sposób jeden człowiek, może umrzeć kilkunastu lub kilkudziesięciu innych".
Trudno powiedzieć, czy to się leczy.