kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hipokryzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hipokryzja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Morze wielorybiej krwi na Wyspach Owczych

Wyspy Owcze są protektoratem Danii, mieszka tam około 48 tysięcy osób. Przez cztery wieki kwitła tradycja połowu wielorybów i od rezultatu wypraw zależało życie mieszkańców. Co będzie? Głód czy sytość?
Na Morzu Norweskim, na Wyspach Owczych, coroczne odbywa się polowanie na grindwale - walenie zaliczane do delfinów. Co roku w okresie lipca i sierpnia rybacy zaganiają je swoimi łodziami w głąb zatoki i zabijają harpunami. Uczestniczą w tym całe rodziny - od ojców, przez matki, aż po małe dzieci. Bankierzy, rybacy, szewcy, przedsiębiorcy i sprzedawcy, nie ma znaczenia wykształcenie i pozycja społeczna. Udział może wziąć każdy chętny, a mięso i tłuszcz podzielone są równo pomiędzy wszystkich mieszkańców wsi. Corocznie ginie tam od 600 do 1000 sztuk grindwali.




  Zdjęcia zrobił Benjamin Rasmussen w czasie polowania (tzw. Grindadrap) w Klaksvík. Proceder ten nie wynika już z potrzeb ekonomicznych, a jest uzasadniany jedynie tradycją. Podobno takie „polowanie” podlega ścisłym regułom i zasadom, jest nadzorowane przez specjalne komisje.
Mieszkańcy Wysp Owczych swoje okrucieństwo tłumaczą nie tylko tradycją. Jest to również okazją dla dorastających chłopców, by zabijając walenie udowodnili swoje męstwo.
Sięgają też do argumentów ustrojowych. Dla nich do przykład „kultury socjalistycznej”, czyli współpracy i dzielenia się „dobrem”.

czwartek, 10 października 2013

Chleba naszego powszedniego

W USA Doug Rauch, były szef amerykańskiej sieci supermarketów Trader Joe's, wpadł na pomysł sklepów z tanią żywnością. Tanią, bo na granicy przeterminowania. Ma to być jednym ze sposób walki z marnotrawieniem jedzenia, a z drugiej pomoc dla biednych. W ofercie znajdą się zarówno owoce i warzywa z bliskim terminem ważności, jak i świeże posiłki przygotowane z żywności, której kończy się termin przydatności do spożycia. Konsumować będzie można na miejscu, gdyż ma to być połączenie supermarketu i restauracji. Problem jest nie byle jaki, gdyż W Stanach Zjednoczonych marnuje się 40 proc. rocznej produkcji żywności.
- Naszym celem jest zapewnienie ludziom zdrowej żywności w cenie posiłków oferowanych w fast foodach – tłumaczył pomysłodawca. No, może u nich takie porównanie ma sens, ale w Polsce fast foody wcale tanie nie są. Często najtańszym źródłem pożywienia są po prostu kontenery. 
Każdego roku na świecie wyrzuca się 1,3 mld ton (!) żywności, czyli ok. 1/3 produkcji. W Unii Europejskiej marnuje się 90 mln ton jedzenia rocznie, a w Polsce 9 mln ton. Do wyrzucania żywności przyznaje się 30 proc., a 70 proc. osób z tej grupy dodaje, że w ciągu ostatniego miesiąca co najmniej raz wyrzuciło na śmieci nadającą się jeszcze do spożycia żywność. Federacja Polskich Banków Żywności wśród przyczyn marnowania jedzenia wskazuje m.in. przegapienie terminu przydatności do spożycia, niewłaściwe przechowywanie i zbyt duże zakupy.
  Ze statystyk wynika, że Polacy wyrzucają 2 mln ton jedzenia rocznie, z tego wychodzi ok. 50 kg na jedną osobę. Wierzyć się nie chce, ale nie są to pojedyncze plasterki, ale wręcz całe bloki serów, wędlin, szynek. Są też kiełbasy, ryby i przede wszystkim bardzo dużo chleba.
Wydawało by się, że można przynajmniej ograniczyć wyrzucanie żywności przez supermarkety. Nic bardziej błędnego! 
 Żywność w supermarketach marnuje się na skutek obowiązującej ustawy o podatku od towarów i usług. Ustawa nakłada podatek od darowizn na dystrybutorów, w związku z czym sprzedawcom bardziej opłaca się zutylizować żywność, niż przekazać ją potrzebującym, bo by musiał odprowadzić podatek. Po sobie mnożyć kłopoty? W efekcie rocznie w handlu i dystrybucji marnuje się do 300 tysięcy ton jedzenia.
            Większość supermarketów ma stoiska, a w zasadzie półki z żywnością, gdzie można „nabyć drogą kupna” żywność przecenioną ze względu na upływający wkrótce termin przydatności do spożycia. Głównie jest nabiał (sery, jogurty, smarowanie), gotowe desery, paczkowane wędliny, filety z łososia, sałatki z jakimś śladowym rarytasem itp. Najczęściej po przecenie towar i tak nie jest zbyt atrakcyjny cenowo, więc dalej leży… A potem utylizacja! 
  Co się dzieje z owocami i warzywami, lepiej nie myśleć! Niektóre markety próbowały wystawiać skrzynki gdzieś „na polu”, by potrzebujący ewentualnie coś sobie wzięli za friko. Nic z tego! Sprawę kilkakrotnie wyczaił jakiś „kapitan Żbik” ze Sanepidu, posypały się kary i takie niecne procedery ukrócono.
 
 


środa, 9 października 2013

Burdele Dżakarty

             Prostytucja jest nielegalna w Indonezji, ale jednocześnie jest to - paradoksalnie - jedna z głównych atrakcji miasta. Miejscowa policja przymyka oko na poczynania pań lekkich obyczajów. 
               Szacuje się, że 30% świadczących usługi seksualne kobiet, to nieletnie, a warunki „pracy” urągają wszelkim pojęciom higieny i „komfortu”. 
                   Pochodzący z Bostonu (USA) fotograf Ed Wray odwiedził dzielnicę „czerwonych świateł” Dżakarty.
               Podskórne, nocne życie miasta, koncentruje się głównie wokół dworców kolejowych. Niektóre są tylko pozostałością po „dobrych czasach”.
             Życie towarzyskie kwitnie nawet między torami.

czwartek, 25 lipca 2013

Wyszarpywanie kasy, czy każdy orze jak może

            Dyskusja dotycząca zaprzestania lub ograniczenia finansowania partii politycznych z budżetu państwa, czyli naszych pieniędzy, jest bezprzedmiotowa. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by połowie podcinali gałąź, na której siedzą.
           Nie ma co liczyć na to, by odcięli się od kasy! W końcu większość z nich po to idzie na taką ciepła posadkę, by się nachapać. 
 
Subwencje dla partii politycznych w 2011
Partia
% ważnych głosów
Ilość mandatów
Kwota subwencji
Platforma Obywatelska
39,19 %
207
37 065 040,95 zł
Prawo i Sprawiedliwość
29,89 %
157
26 878 731,17 zł
Ruch Poparcia Palikota
10,02 %
40
11 292 155,66 zł
Polskie Stronnictwo Ludowe
8,36 %
28
6 423 351,52 zł
Sojusz Lewicy Demokratycznej
8,24 %
27
6 589 865,02 zł
Polska Jest Najważniejsza
2,19 %
0
-
Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke
1,06 %
0
-
Polska Partia Pracy – Sierpień 80
0,55 %
0
-
Prawica
0,24 %
0
-
Mniejszość Niemiecka
0,19 %
1
-
Nasz Dom Polska – Samoobrona Andrzeja Leppera
0,07 %
0
-
Suma w 2011 roku
88 249 144,32 zł
Suma dla całej kadencji
352 996 577,28 zł

           Partie otrzymują z budżetu państwa subwencje i dotacje. To jakby nie patrzeć, główne źródło ich finansowania. Z tego żyją , a odsetki biją! A szmal jest wręcz niebotyczny! 
             W 2012 r. partie nie spoczęły na lurach, wychapały co ich. PO - 53,2 mln (dotacje i subwencje 48 mln, odsetki 1,9 mln), PiS - 49,8 mln (dotacje i subwencje 47 mln, odsetki 667 tys.), PSL - 15 ml (dotacje i subwencje 12 mln, odsetki 100 tys.), SLD -14,3 mln(dotacje i subwencje 11,3 mln, odsetki 84 tys.), RP - 8,5 mln (dotacje i subwencje 7,3 mln).
            Poruszanie tego problemu teraz, to nic jak kiełbasa wyborcza PO, rzucona w tłum. Dlaczego nie mówiono o tym wcześniej? A po co?! Sprawa i tak się rozmyje, w sejmie nie klepną, a teraz można coś jednak na tym ugrać. POkazanie jacy to my jesteśmy bezkompromisowi i prospołeczni! A z drugiej strony widać ciągłe kombinacje zmierzające do wyciągania od ludzi pieniędzy.
             Lament jaki to kryzys, biadolenie o koniecznych oszczędnościach, ma się do rzeczywistych posunięć i działań jak pięść do nosa! POsłowie i POsełki! A może by tak zacząć od siebie?! Może by tak ograniczyć niebotyczne nagrody i marnotrawienie pieniędzy na głupoty?
            W Polsce nie można wybudować kilometra drogi, by po roku jej nie naprawiać. O stadionach, metrze, dworcach, nawet nie warto wspominać. I jak zwykle – nikt za to nie odpowiada! POpierajmy się!
Ostatni włos na głowie mi się jeży, gdy słyszę o budowie podziemnego dworca Łódź Fabryczna. Inwestycja jest mniej więcej trzy razy większa niż budowa Stadionu Narodowego. Wycenia się ją na 2 miliardy złotych i pewnie drugie tyle pójdzie w kanał. Tyle mniej więcej kosztował warszawski obiekt, więc kosztorys wydaje się być totalnie zaniżony. Już się zaczyna wyszarpywanie pieniędzy.
           Panowie POsłowie i panie POsłowie! Kto pytał społeczeństwo, czy w ogóle chce płacić na ciepłe posadki jakichś POpaprańców?! Ciekawe, co by się stało, gdyby zakręcić kurek z pieniędzmi? Ilu „ideowych polytyków” by się ostało?

niedziela, 14 lipca 2013

Co ma wspólnego dupa z Jezusem?!

            Agnieszka Radwańska wzięła udział w nagiej sesji zdjęciowej do corocznego magazynu ESPN „The Body Issue" i … zaczęły się schody!
Celem publikacji jest promocja zdrowego i sportowego trybu życia, a polska tenisistka znalazła się wśród zaproszonych do zdjęć i wywiadu 21 gwiazd sportu. Wśród nich są przedstawiciele różnych dyscyplin, mężczyźni i kobiety, m.i. Również inne tenisistki Serena i Williams i Daniela Hantuchova.
             Sesja Agnieszki Radwańskiej nie spodobała się wielu konserwatystom związanym z Kościołem, jak również samym duchownym. Nic dziwnego – naga baba i Jezus?! 
         Tenisistka bowiem brała udział w Akcji Krucjaty Młodych pod hasłem „Nie wstydzę się Jezusa”. W filmie promocyjnym układała napis „Jezus” z piłeczek tenisowych. Pomysłodawcy kampanii napisali specjalne oświadczenie, w którym podkreślają, że odcinają się od postępowania Agnieszki Radwańskiej, określając je jako „niemoralne”. Skutek? Została wykluczona z akcji, której była ambasadorem. 
        Zdjęcia Agnieszki Radwańskiej z sesji w magazynie ESPN „The Body Issue", są jakie są, delikatnie mówiąc „średnie”. Inne są lepsze. Jedno jest istotne – nie mają nic wspólnego z erotyzmem!
              Jeśli kogoś gorszą, to z głową u niego nie jest najlepiej! Z psychiką też...
               Wpisuje się w to komentarz Tomasza Terlikowskiego, który na Twitterze stwierdził, że „nagość kobiety powinna być zarezerwowana dla męża". Jeśli chodzi o jego żonę – jestem za! Idąc dalej tym tropem, proponuję wrócić do damskich koszul nocnych z „dziurką do robienia dzieci”. Bo przecież nagość to grzech! Zgroza! Tylko prokreacja!



 

czwartek, 27 czerwca 2013

Świat według Kurskiego

             To już się staje nudne! Europoseł Solidarnej Polski Jacek Kurski, po raz kolejny złamał przepisy. Walił przez Warszawę samochodem subaru legacy (własność nomen omen Zbigniewa Ziobry) z prędkością 156 km/h, nic nawet dla niego czerwone światło!
Dziennikarze podliczyli, że za oba drogowe występki powinien zapłacić w sumie 1 tys. zł i dostać 16 punktów karnych. Jest oczywistą oczywistością, zę nic z tego nie będzie! Ymunytet jest ymunytet!
             Europoseł zasłynął ekspresowym przejazdem do Brukseli. 840 km z granicy polsko-niemieckiej pokonał w 6 godzin i 17 minut. Urzędnicy Parlamentu Europejskiego zakwestionowali rozliczenie jego podróży, twierdząc, że to niemożliwe. Jak to – niemożliwe?! Polak potrafi!
               W lutym 2013 r. szef PE Martin Schulz ogłosił, że Prokuratura Generalna RP zwróciła się do niego o uchylenie immunitetu Kurskiemu, w związku z postępowaniem dotyczącym domniemanego wykroczenia. Eurodeputowanemu zarzuca się, że w styczniu tego roku, w Elblągu, złamał zakaz skrętu w lewo i przejechał podwójną linię ciągłą. Immunitet mu uchylono, ale polski dalej obowiązuje.
              W styczniu 2012 r. przyjechał na spotkanie z wyborcami w Elblągu luksusowym bmw x5. Starczyło mu 40 minut, by kilkakrotnie złamać przepisy: dwa razy nie zatrzymał się na czerwonym świetle, wyprzedzał na linii ciągłej, wjechał na stację benzynową pod prąd, skręcił w lewo, wyjeżdżając z parkingu mimo zakazu. Po podliczeniu - powinien dostać 27 punktów karnych i minimum 1 tys. zł mandatu.
W październiku 2009 r. posła zatrzymała olsztyńska policja. Jechał z prędkością 109 km/h, a obowiązywało ograniczenie do 70 km/godz. Bardzo się spieszył na otwarcie swojego biura w Elblągu.
              W listopadzie 2008 r. poseł, wtedy jeszcze PiS, podczepił się do policyjnego konwoju CBŚ (konwój wiózł z Trójmiasta do Warszawy dwóch gangsterów i dwóch podejrzanych o łapownictwo). Walił na światłach awaryjnych za radiowozem. Policjanci nawet trochę spanikowali, że to próba odbicia bandytów i wezwali posiłki. Jasne, że nie reagował na dawane znaki wzywające do zatrzymania. Przystopowała go dopiero blokada.
             Dla Jacka Kurskiego przepisów ruchu drogowego, po prostu nie ma! I bata na niego również! Nasuwa się orwellowskie stwierdzenie – są równi i równiejsi. Ale przecież Polacy od dawna wiedzą, że – co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie!
             Posłowi wolno jeszcze więcej, europosłowi - widać - jeszcze więcej!
             Być może to za daleko posunięty wniosek - retoryczne pytanie - jeśli nagminnie łamie się prawo drogowe, to szanuje się i przestrzega prawo w ogóle?





niedziela, 23 czerwca 2013

Pieniądze nie śmierdzą, czyli jak się nachapać na państwowej posadzie

            Media, swoim zwyczajem, jak się przyczepią, nie odpuszczają! Ostatnio pojawiają się bulwersujące informacje, na co partie polityczne wydają szmal. Nie ma świętych, każdy orze jak może! Garnitury, napitki, spa, sukienki, ochrona, ekspertyzy, szkolenia - wszystko w najlepszym gatunku.
           Oczywiście działacze partyjni (głównie posłowie), są oburzeni jak im ktoś zagląda w kieszeń. Przecież oni tacy biedni, wszystko finansują z własnych składek, a o państwowe dotacje dbają jak kura o pisklęta. Każdą złotówkę dwa razy oglądają zanim ją wydadzą!
             Jest tajemnicą poliszynela, że większość tego towarzystwa oddaje się działalności politycznej, by się nachapać! Wspominając czasy PRL-u, niektórzy starzy ormowcy jeszcze pamiętają – kradło się łyczkami, teraz kradną koparkami! I śmieją nam się nos!
             Przebąkiwania Donalda Tuska p likwidacji lub ograniczeniu dotacji państwowych dla partii politycznych to czystej wody populizm, jak nie zwykłe pieprzenie w babus! Posłowie nigdy tego nie przegłosują, kto będzie podcinał gałąź na której siedzi? 
 

            Jedyną radą i możliwością, by chłopcom odebrać zabawki są Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Po odcięciu „elyt” od żłoba jest szansa na zmianę zasad finansowania partii politycznych. Chcecie się bawić w politykę? Bawcie się za własne pieniądze! STOP państwowym dotacjom na partie polityczne!
           Stwierdzenie, że gdy urwie się państwowa kasa na działalność, politycy będą siedzieć w kieszeni biznesmenów – jest humorystyczne! Teraz nie siedzą?! Sami tam włażą i jeszcze się przepychają!
 
           Na koniec zagadka... Wiadomo, że posłowie i rząd potrafią o siebie zadbać. Potrafią też zadbać o administrację (szczególnie tę wyższą), która mimo obietnic zmniejszenia, rozrasta się przez pączkowanie.
Pytanie brzmi – ile wyniosła największa premia dla urzędnika państwowego i kto ją dostał? Dla ułatwienia - nie Bogdan Borusewicz (marszałek Senatu – 50 tys. zł.), nie Ewa Kopacz (marszałek Sejmu – 41,2 tys. zł.), a … ten pan...



 Lech Czapla, szef kancelarii Sejmu, dostał prawie 65,5 tys. zł.

piątek, 14 czerwca 2013

Dziennikarze biorą szmal od partii politycznych

            Zdumienie budzi dyskusja nad tendencyjnością dziennikarzy, wręcz ich dyspozycyjnością wobec partii politycznych. Jest szmal – jest artykuł! To oczywista oczywistość już od dawna, nad czym tu się rozwodzić? Uczciwość dziennikarska to pojęcie z zamierzchłych czasów, teraz liczy się tania sensacja i niedomówienia.
            „Gazeta Wyborcza" prześledziła wydatki dwóch partii: Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Okazało się, że wydają one miliony złotych na agencje PR i usługi dziennikarzy.
            Takie zlecenia PR dla PiS świadczyli: Sergiusz Trzeciak (agencja), Bogdan Szcześniak (agencja) i Stanisław Janecki (były redaktor naczelny „Wprost", obecnie publicysta tygodnika „Sieci"). Ten ostatni wykasował od partii 40 tys. zł.
            Po kilka tysięcy złotych dostali: Andrzej Urbański (były prezes TVP), Małgorzata Raczyńska (była dyrektor TVP 1), Teresa Bochwic (członek zarządu głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich).
             143 tys. zł z konta PiS wpłynęło na konto Radia Wnet należącego do Krzysztofa Skowrońskiego, byłego dziennikarza Radia Zet, a za rządów PiS szefa radiowej Trójki, obecnie prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
              PiS wspomogło też kwotą 20 tys. zł fundację Lux Veritatis ojca Rydzyka, nadawcę telewizji Trwam.
Trzeba przyznać, że nie pracowali na dwa fronty. Platforma Obywatelska wynajmowała innych dziennikarzy (na jej liście płac są też agencje reklamowe: Pan Media Western, CAM Media, DDB). Fundacja Świat Ma Sens założona m.in. przez Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetkę dostała 400 tys. zł na organizację projektów kulturalnych i społecznych. Burnetko to były dziennikarz „Tygodnika Powszechnego" i „Polityki", nadal współpracuje z serwisem internetowym Polityka.pl.
              Po kilka tysięcy złotych otrzymali też od PO za współpracę z Instytutem Obywatelskim komentatorzy Aleksander Kaczorowski i Jerzy Skoczylas. PO dała też zarobić ok. 48 tys. zł firmie Bereś Baron Media Production za doradztwo medialne.
Puszkę Pandory otworzył Jarosław Gugała (Polsat), który takie praktyki ostro potępił w „Poranku Radia Tok FM".
             Zdecydowana większość dziennikarzy nie widzi nic złego w pracy „na zlecenie” polityków. Jak to się ma do obiektywizmu i niezależności mediów – cicho sza!
             Trudno wymagać, by „Gość Niedzielny” chwalił poczynania Leszka Millera, ale jakaś przyzwoitość powinna być zachowana. Prościej mówiąc dla szmalu, choć nie śmierdzi, nie wszystko można robić.

środa, 12 czerwca 2013

Jak rząd propagandowo robi społeczeństwo w ciula

           Avram Noam Chomsky (ur. 7 grudnia 1928 w Filadelfii) to amerykański lingwista, filozof, działacz polityczny. Jest jeden z najczęściej cytowanych naukowców na świecie. Język jest według Chomsky'ego nieskończonym zbiorem zdań, generowanych za pomocą skończonej liczby reguł i słów. Opracował tzw. hierarchię Chomsky'ego - klasyfikację gramatyk języków formalnych. Zajmuje się również manipulacją językową, chwytami propagandowymi. Jego klasyfikacja „chłytów” jest czymś, co powinno być intelektualnym alarmem na co dzień. 
1. Odwróć uwagę
              Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna, aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami”.

2. Stwórz problemy, po czym zaproponuj rozwiązanie
            Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

3. Stopniuj zmiany
             Akceptacja społeczna ma to do siebie, że człowiek „przyzwyczaja się” do zmian na gorsze tylko do określonego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980 i 1990: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku – zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.

4. Odwlekaj zmiany
             Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany, to przedstawienie jej jako „bolesnej konieczności” i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że „wszystko będzie dobrze” i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.

5. Mów do społeczeństwa jak do małego dziecka
              Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. „Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat”

6. Skup się na emocjach, nie na refleksji
              Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.

7. Utrzymaj społeczeństwo w ignorancji i przeciętności
             Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. „Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała”.

8. Utwierdź społeczeństwo w przekonaniu, że dobrze jest być przeciętnym
           Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to „cool” być głupim, wulgarnym i niewykształconym.

9. Zamień bunt na poczucie winy
           Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!

10. Poznaj ludzi lepiej niż oni samych siebie
          Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom, a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej „system” osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą.

          Nic dodać, nic ująć! Patrząc na poczynania polskiego rządu rodzi się refleksja, że nasi ministrowie są niezwykle „pojętni” na sugestie Chomsky'iego i stosują je wprost „organicznie”. Pewnie jeszcze, jako suplement, posługują się wskazówkami zawartymi w nieśmiertelnym dziele „Książę” Niccolò Machiavelliego.


piątek, 7 czerwca 2013

Szukajcie pedofila, a znajdziecie! Tylko... Komu na tym zależy?

             Polski ksiądz, 36-letni Wojciech G., pracujący na Dominikanie podejrzany jest o pedofilię. Tamtejszy Kościół (diecezja Santiago de los Caballeros) zawiesił go w obowiązkach duszpasterskich. Poprosili jego przełożeni z zakonu michalitów.
             Problem w tym, że księdza na Dominikanie już nie ma. Prawdopodobnie uciekł do Polski, ale tutaj po nim ślad się urwał. Władze michalitów „poprosiły”, by jak najszybciej wrócił i odpowiedział na zarzuty molestowania nieletnich przed tamtejszą prokuraturą i sądem, ale trudno się tego spodziewać. Śledczy nie wykluczają wniosku o ekstradycję z Polski. Policja znalazła w pokoju Wojciecha G. materiały pornograficzne z niepełnoletnimi.
                Wojciech G. pracował na wyspie od dziewięciu lat. Był proboszczem w górskiej wiosce Juncalito, gdzie prowadził internat dla chłopców i dziewcząt. Był współzałożycielem straży pożarnej oraz grupy ratowników górskich. Tych ostatnich szkolili w Polsce TOPR-owcy i strażacy z Krakowa. Rodzicom dzieci obiecywał wycieczki do Europy, co miało zachęcić do uczestnictwa w tamtejszym, parafialnym życiu. Grupa, z którą pracował, liczyła łącznie ok. 180 osób.
              Dotychczas złożono przeciw niemu tylko jedno formalne doniesienie o przestępstwie, ale zdaniem mediów śledztwo obejmuje podejrzenia o molestowanie co najmniej 14 nastolatków.
             Problem pedofilii wśród księży, Kościół dalej zamiata pod dywan. Temat jest, nie dość że wstydliwy, to jeszcze łączy się z ewentualnymi odszkodowaniami dla pokrzywdzonych dzieci. Zdaniem ks. Wojciecha Lemańskiego Kościół powinien brać współodpowiedzialność za takie czyny.
              Wskutek takiej postawy i słów w Radiu Zet, po dwóch upomnien iach kanonicznych, dostał zakaz publicznych wypowiedzi. Jednak ks. Lemański złożył w kurii odwołanie, więc zakaz nie może obowiązywać do czasu jego rozpatrzenia. Jeśli to nie poskutkuje, chce się odwołać do papieża Franciszka.
              Jak by nie patrzeć, jest to wyraźny sygnał dla innych księży - morda w kubeł! Nie można srać we własne gniazdo!

niedziela, 2 czerwca 2013

Ich kłamstwa, to nasza prawda!

               Dziennikarz „Rzeczpospolitej” Robert Mazurek wpuścił w maliny POsełkę
Ligię Krajewską. Przeczytał jej fragmenty programu wyborczego PO, mówiąc, że to program PiS.
- To zupełnie nierealne pomysły. Czyste chciejstwo. Człowiek składający takie obietnice okłamuje Polaków! – stwierdziła pani POsełka. - One wszystkie są na takim poziomie, że brakuje słów. To kpiny z ludzi!
Skomentowała również pochodzący z „Narodowego programu wielkiej budowy" PO z 2007 roku pomysł budowy lotnisk w Olsztynie i Białymstoku. - Jakie uzasadnienie ekonomiczne mają porty lotnicze w tych miastach? Jak oni chcą te wszystkie lotniska utrzymać, z czego je zbudować? – ironizowała.
               Po informacji, iż krytykuje i wyśmiewa program własnej partii, Ligię Krajewską na moment zatkało. Nie jest Krystyną Pawłowicz, która zagada wszystko i wszystkich.
POsełka nabrała oddechu i się rozpędziła. - W odniesieniu do PiS te plany brzmią bardzo nierealnie, a cytowany dokument prezentował całość, czyli projekty i sposób ich finansowania. Tym różnimy się od PiS.      
             Poza tym powstał w innej sytuacji gospodarczej – poszła w zaparte, zupełnie po bandzie.
Wtrąciła żale o kryzysie gospodarczym, co zabrzmiało prawie jak utyskiwanie o drodze do szkoły pod górkę. - Choć czasami rzeczywiście składa się pewne obietnice na wyrost, to prawda - wystękała w końcu coś, co jest tajemnicą poliszynela.
             Wcale mnie to nie dziwi! Kiełbasa wyborcza wędzona obietnicami, które idą z dymem, zawsze ludziom smakuje. Dobrze usłyszeć coś dobrego, dobrze mieć nadzieję, że będzie lepiej!
              Głowa do góry - jak mówił kat do skazańca!

                                                                                                                                                                                                                       




środa, 15 maja 2013

Szopka z danielami, czyli co się czepiasz łosiu

            Sławoj Leszek „Flaszka” Głódź ciągle narzeka na brak pieniędzy i różnorakie szykany ze strony mediów. Tymczasem jego poczynania przeczą słowom, że gdańska kuria tonie w długach. Po wyremontowaniu zabytkowej rezydencji w historycznej dzielnicy - Stare Szkoty - i urządzeniu ogrodu z danielami, metropolita gdański inwestuje w odnowienie kolejnego budynku. Robotnicy przebudowują skrzydło budynku sąsiadującego z dworkiem metropolity gdańskiego. Formalnie posiadłość należy do parafii św. Ignacego Loyoli.
             Temat jest drażliwy, gdyż Sławoj Leszek Głódź przeznaczył na to kilka milionów złotych. Pieniędzy na wszytko nie wystarczyło, dziś zajęte są hipoteki wielu nieruchomości archidiecezji. Ośrodek formacyjny w Sobieszewie obciążony jest kwotą pół miliona franków, łąki i pola pod Gdańskiem - 3 mln zł, a archikatedra oliwska wraz z siedzibą kurii ma wpisane w hipotece 21 mln zł zabezpieczenia na rzecz banku. Zastawy na nieruchomościach ma też skarbówka (m.in. 3 mln zł za zaległości podatkowe Stella Maris) oraz osoby fizyczne.
             Komornik, który starał się „znaleźć” majątek kurii, nie mógł zająć rezydencji Sławoja Leszka Głódzia, ponieważ należy ona do parafii św. Ignacego Loyoli .
             Solą w oku dla gdańszczan jest hodowla danieli, którą Sławoj Leszek „Flaszka” Głódź urządził przy swojej rezydencji w Starych Szkotach (obecnie część Gdańska-Oruni).
Problem w tym, że działkę parafia Loyoli otrzymała do wykorzystania na cele kultu religijnego. Nie jest to jakiś skrawek, ma powierzchnię 3300 m2 i wyceniona jest na 457 tys. zł.
Prezydent Gdańska oddał działkę bez przetargu, co więcej za jeden procent wartość - czyli 4,5 tys. zł - tylko dlatego, że miała być wykorzystana „na cele działalności sakralnej, z przeznaczeniem do łącznego zagospodarowania z obecnym terenem parafii". Miał prawo udzielić bonifikaty wyłącznie, jeśli w grę wchodził „cel sakralny". Za ziemię pod hodowlę zwierząt nabywca musiałby zapłacić pełną kwotę z wyceny.
            Transakcja była dla miasta ucieczką od procesy sądowego. Od 2008 r. abp Głódź żądał od Gdańska oddania hektarowego fragmentu Parku Oliwskiego. Prawo kurii do tego gruntu było dyskusyjne, ale władze samorządowe schowały głową w piasek. Spór zakończyło dopiero obdarowanie metropolity tym kawałkiem ogrodu, który dziś służy jego danielom.
            Kuriozalne jest tłumaczenie stanowiska miasta przez Antoniego Pawlaka, rzecznika prasowego prezydenta Gdańska. Otóż twierdzi, że zgodnie z przepisami nabywca ma dziesięć lat na wprowadzenie na tym terenie celu sakralnego. Jeśli tego nie zrobi, po upływie tego czasu gmina może domagać się zwrotu bonifikaty.
           Wprowadzeniem celu sakralnego może być choćby budowa kapliczki. Hodowla zwierząt może być również realizacją celu sakralnego, jeśli daniele zostaną wykorzystane w szopce bożonarodzeniowej - twierdzi rzecznik. Byle daniele nie były sprzedawane!
            Jednym słowem – co wolno wojewodzie (arcybiskupowi), to nie tobie smrodzie! Śmiech na sali!





czwartek, 9 maja 2013

Miliard w plecy – spawacz potrzebny od zaraz!

Jak wiadomo, Komisja Europejska zażąda od Polski zwrotu 79,9 mln euro z funduszy na rozwój obszarów wiejskich. To konsekwencja niewystarczających kontroli wniosków o unijne wsparcie w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.
Oczywiście, premier Tusk nie widzi żadnej winy swoich ministrów! My som niewinne! To oni! – pokazuje palcem na poprzedników, czyli SLD i PiS. Sprawa bowiem ciągnie się od 2004 r. Program obowiązywał w latach 2004-2006 i wtedy powinna się odbywać właściwa kontrola wniosków. Ale był to 5-letni program, więc pieniądze były wypłacane mniej więcej w latach 2007-2010. POdczas tego procesu również POwinny zostać przeprowadzone odpowiednie kontrole i zobowiązana do tego była PO. Czyli, po prostu, sprawę zawalili „fachowcy” trzech rządów! Za rządów SLD opracowano wzór wniosków, za PiS je składano, a PO kasowała szmal. 
            W ramach procedury rozliczania wydatków, KE ukarała w sumie 14 krajów członkowskich. W konsekwencji tej decyzji do budżetu UE powrócić ma w sumie ok. 230 mln euro. Największe kwoty ma zwrócić Grecja - łącznie 107,6 mln euro, druga jest Polska, trzecia Wielka Brytania, która ma oddać 10 milionów euro.
Najbardziej szaty ( i nie tylko) darło PiS - my niewinni! - domagając się wyjaśnień od ministra rolnictwa Stanisława Kalemby.
            No i wystąpił na konferencji prasowej w Sejmie. Stwierdził lekkim tonem, że o nieprawidłowościach PO wiedziała już dwa lata temu, za ministrowania Marka Sawickiego. Takich spornych spraw, które toczą się w trybie odwoławczym w Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu jest kilkanaście. Podana przez niego suma powala! Szacunkowo jest to miliard (!) euro!
            Kurwa mać! Czy w tym kraju naprawdę nie ma kompetentnych urzędników?! Byle magazynier odpowiada materialnie za powierzony mu majątek, a za Polskę nikt?! Jaja sobie z nas robią, a Donaldu Tusku nagrody rozdziela! Autostrady trzeba remontować tuż po otwarciu, stadiony budowane na Euro się walą, pociągi jeżdżą jak chcą i kiedy chcą!
           Prawie wszystko co było do sprzedania sprzedano, więc może by tak zlicytować naszych specministrów?! Może ktoś ich kupi? Jakiś Senegal albo Górna Wolta?
          Aha, jeszcze potrzeby fachowiec-spawacz, żeby ich od stołków odspawać!


sobota, 13 kwietnia 2013

Galapagos za nasze pieniądze - możecie mi skoczyć!

            Pięcioro posłów - Ryszard Kalisz, Wanda Nowicka, Beata Mazurek, Bożena Bukiewicz i Damian Raczkowski polecieli do Ekwadoru na konferencję „Współczesne problemy międzynarodowe". Można uznać, że Kalisza i Nowicką zainteresowały omawiane tematy, pozostałych chyba nie bardzo, gdyż „urwali się” na wycieczkę, by zobaczyć wyspę Galapagos. Może zainspirować ich miały żółwie?
             Poinformował o tym „Fakt” i wkurwiło to nieco Bożenę Bukiewicz (PO). - Pojechaliśmy za własne pieniądze! Nic Wam do tego. To moja prywatna sprawa! - wykrzyczała do słuchawki i ucięła rozmowę.
             Nie do końca, pani posełko! Nasza, społeczeństwa, również! Do Ekwadoru poleciała pani za państwowe pieniądze, nie po to, by sobie żółwie oglądać!
             Pozostali uczestnicy wycieczki na Galapagos (Damian Raczkowski - PO i Beata Mazurek - PiS) nabrali wody w usta. Co tam różnice polityczne! Ssanie państwa przede wszystkim! Grabią równo do siebie, jak pon buczek przykazał!
            Gwoli przypomnienia, lista przywilejów „wybrańców narodu”: pensja 9892,30 zł, dodatkowa dieta 2473 zł, pieniądze na utrzymanie biura ok. 12 tys. zł, darmowe loty krajowe, przejazdy PKP w I klasie i PKS, immunitet, hotele na terenie kraju rozliczane jako delegacje, dopłata do mieszkania wynajmowanego w stolicy 2200 zł. Biedni ci oni! Mają więc możliwość nisko oprocentowanych pożyczek, z czego skrzętnie korzystają!
            Przywołana posłanka Bukiewicz, reprezentująca ziemię lubuską, wykpiła ostatnio petycję w sprawie utworzenia w Gorzowie Wlkp. centrum onkologii z radioterapią. Podpisało ją ponad 7,5 osób. Widać, że swoich wyborców ma w głębokim poważaniu!



 

środa, 20 marca 2013

Biskup nie wielbłąd, napić się musi!

            Zamiatanie pod dywan afery z biskupem Sławojem Leszkiem Głodziem, jest charakterystycznym przyczynkiem do stanowiska Kościoła wobec swoich „urzędników”. W zasadzie można by wzruszyć ramionami, gdyż upodobania biskupa znane były od lat. Nie na darmo nosi ksywkę „Flaszka”, na którą zasłużył będąc biskupem polowym Wojska Polskiego (1991–2004). Potem dzielnie utrwalał swój trunkowo-rozrywkowy obraz jako biskup diecezjalny warszawsko-praski (2004–2008). Coś o nim może powiedzieć Kwach i o swojej nieszczęsnej „kontuzji goleni”. 
            Głos zabrała Kuria Gdańska i jak się można było spodziewać, oświadczenie jest kuriozalne. Zamiast podwinąć ogon pod siebie, albo po prostu milczeć, „Flaszkę” kreuje się na męczennika i bojownika o „wolność mediów” i „wartości patriotyczne”. Jak to się ma do „wolności” w przypadku publikacji „Wprost” - nie mam pojęcia!
           O uczciwości metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia publicznie zapewnia również ksiądz Mirosław B., prawomocnie skazany za molestowanie i rozpijanie nieletniej. Boże, broń mnie od takich popleczników! Nic dziwnego, że arcybiskupa bronią też podlegli mu księża. Niech by spróbowali nie bronić! A ci co się wychylili i tak wylądują na dywaniku! Ciemno to widzę! 
           W zasadzie można by powiedzieć, że w Polsce nawet buty piją! Ale... Właśnie! Jeśli ktoś ma usta pełne górnolotnych frazesów, wymaga się, by chociaż trochę udawał, że się do nich stosuje, że nie jest to tylko bicie piany i totalna hipokryzja.              
            Tymczasem Sławoj „Flaszka” Głódź swoje balangi wyczynia jawnie, bez najmniejszego wstydu. Coraz więcej potwierdzeń jego specyficznych upodobań. Ostatnio swoimi swoimi refleksjami podzielił się m.in. Piotr Gadzinowski, potwierdzając obraz jak to się ładnie mówi, birbanta.
              Księża jakby z założenia mają być wzorem postępowania tu, teraz, na ziemi. Podlegają ocenom ziemskim, powinni być ikoną prawości i cnoty. Stąd tak rażą wszelkie ekscesy jak alkoholizm, pedofilia, homoseksualizm czy zwykła pazerność na doczesne dobra.
             Nijak się to ma do nauki Kościoła, a przecież jacy pasterze, takie owce. Skąd niby mają brać przykład? Ryba psuje się od głowy, ale co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie!
                                        





















poniedziałek, 4 marca 2013

Żerowanie na śmierci dziecka

              Proces Katarzy Waśniewskiej trwa, jaki będzie nie wiadomo, ale pewnie w granicach 15 lat... Policja i prokuratura w czasie śledztwa popełniła tyle błędów, ze dziwne by było, gdyby tego nie wykorzystała obrona. W zasadzie jedynym dowodem jest ekspertyza patologów, a jeśli zostanie podważona – pozamiatane!
              W zeszłym roku ukazała się książka „Wybaczcie mi. Wiara, nadzieja, miłość. Historia Katarzyny Waśniewskiej”, autorstwa Izabeli Bartosz, redaktor naczelnej tygodnika „Gala”. Dziennikarka miała w zamiarze przedstawienie „duszy” dzieciobójczyni z Sosnowca. Wywiad-rzekę firmowało Wydawnictwo G+J Polska, w którym ukazują się między innymi książki Krzysztofa Ibisza, Piotra Kraśki i Beaty Pawlikowskiej.
             Reakcja internautów była natychmiastowa, posypały się protesty. Oburzenie wzbudziła przede wszystkim chęć zarabiania na tragedii oraz możliwość zakupu książki przez empik.com. Empik szybko wycofał się dystrybucji książki, a Izabela Bartosz straciła posadę.
Nie wszystkim jednak to przemówiło do rozumu, dalej są chętni na kasę. Żerowanie na śmierci małej Madzi nie ma końca. Jesienią zeszłego roku projektant mody Maldolor próbował namówić Katarzynę Waśniewską, by wystąpiła w jego pokazie mody. Ta dała nogę policji, więc na Fashion Week w Łodzi się nie pojawiła.
             Kolejną przymiarką medialnych sępów jest krakowski Teatr Nowy. Szykuje się do wystawienia sztuki, w której obok tekstów o mitologicznej Medei i listów Magdy Goebbels, pojawią się materiały o zbrodni z Hipolitowa i Katarzynie Waśniewskiej.
             Główną rolę ma zagrać Katarzyna Chlebny, znana najbardziej z występów z grupą Rafała Kmity.
              Koniunkturalizm pierwszej wody! Dyrektor Teatru Nowego, Piotr Sieklucki, żadnych etycznych wątpliwości nie ma. Okrągłe słówka tłumaczące motywy scenariusza sztuki, nie są warte złamanego szeląga.
           To zwykłe, bezczelne, trzepanie kasiory!



środa, 20 lutego 2013

Kto by nie wziął kasy jak dają, jak się należy?!

           Posłowie Ruchu Palikota - Artur Dębski i Tomasz Makowski - w lutym skierowali do Kancelarii Sejmu pismo z prośbą o informację na temat nagród pieniężnych przyznanych w 2012 r. I odpowiedź otrzymali. Szef Kancelarii Sejmu Lech Czapla poinformował, że kwota nagród wyniosła ogółem prawie milion złotych! Po nagrodach dla prezydium Sejmu, jest to kolejny kwiatek na łączce pracujących w pocie czoła urzędników wierchuszki. 
            Wcześniej doradca prezydenta, prof. Tomasz Nałęcz stwierdził, iż suma nagród (245 tys. zł) dla prezydium Sejmu jest „szokująca”. Same premie nazwał „błędem”. Tymczasem dodatkowa kasa jaką chapnęli w 2012 r. pracownicy Kancelarii Prezydenta, to 570 tys. zł. On sam zgarnął, bagatela, ponad 30 tys. zł i otwarcie stwierdził – szmalu nie oddam! To szczyt hipokryzji!
             Argumentacja jest prosta jak konstrukcja cepa – takie są przepisy i budżetówce premia się należy! To, że te przepisy są chore (niektóre pochodzą z okresu stanu wojennego), że sankcjonują fikcję i niesprawiedliwość społeczną, zdaje się nie mieć znaczenia. Formą premii są również trzynastki. Co roku dostają je urzędnicy państwowi, nauczyciele, górnicy, pracownicy straży miejskiej, i oczywiście cała budżetówka. Nie za jakieś zasługi, ale „z paragrafu”, bo tak ustawa przewiduje.
           W latach 80., gdy system wchodził w życie, trzynastki były uwarunkowane osiągniętym zyskiem firmy na koniec roku rozliczeniowego. Budżetówka protestowała – jak my mamy osiągnąć zysk? To nierealne i niesprawiedliwe! I wywalczyli swoje. Trzynastka stała się dodatkowym, ustawowym uposażeniem, zupełnie oderwanym od jakości pracy i jej efektów.
          W zasadzie milcząco przyjmuje się, że trzynastki są już czymś normalnym. Pozostaje kwestia ich wysokości, jak i wysokości premii, dla „wybrańców narodu”, różnych prezesów, dyrektorów, naczelników, starostów, burmistrzów i innych gostków wiodących naród w „świetlaną przyszłość”.
          Towarzystwo cwaniaków ma oparcie w chorych przepisach, poronionych ustawach, nieprzystających zupełnie do życia. Niby obowiązuje ustawa kominowa, ograniczająca zarobki w sferze państwowej, ale Polak potrafi! Zawsze znajdzie się dziura skrzętnie wykorzystana przez wszelkiej maści darmozjadów.
          Co maja powiedzieć renciści i emeryci? Czekają na roczną podwyżkę średnio o 70 zł brutto i zaciskają zęby. Nóż się w kieszeni otwiera! Jak długo jeszcze społeczeństwo będzie tolerować hipokryzję i bezczelność władzy?
         A tak a ręką sercu – kto by premii nie wziął, jak dają, jak się należy?!

sobota, 9 lutego 2013

Kwestia zasad, czyli Wanda co nie chciała premii

            Stało się , jak się stało, Wanda Nowicka pozostanie na stanowisku wicemarszałka Sejmu. Nie dotrzymała publicznie danej obietnicy, że w razie gdy posłowie jej nie odwołają, sama złoży rezygnację. Deklarowała to m.in. podczas posiedzenia prezydium klubu RP. Na obietnicach się skończyło, wycofała się rakiem.
Za jej odwołaniem było tylko 45 posłów. Przeciw głosowało 245, a wstrzymało się 13 parlamentarzystów. Co ciekawe, przeciw odwołaniu Wandy Nowickiej głosowało trzech posłów z Ruchu Palikota - ona sama (zrozumiałe!), Anna Grodzka (honorowo!) i Robet Biedroń (?).
No cóż… Pieniądze nie śmierdzą, a chyba o to tylko chodzi. Bo o cóż by innego? Biedna, oj biedna jest Wanda Nowicka! Najpierw marszałek Kopacz rozdzieliła nagrody, nie informując jej o tym, a gdy pieniążki spłynęły (bagatela – 40 tys. zł!) tak ją „parzyły, że z ulgą się ich pozbyła”. Nie dość, że ja parzyły, to jeszcze klub Ruchu Palikota cofnął jej rekomendację!
Ważą się jej losy w klubie poleskim RP (członkiem ruchu nie jest). Być może zostanie wykluczona, ale praktycznie chyba nie ma to znaczenia. Spłynie po niej jak woda po kaczce. Może właśnie tam jest jej miejsce, blisko kaczora, gdyż to towarzystwo ewidentnie nie ma zdolności pojedynkowej, czytaj – honoru. Bo to kwestia honoru, kwestia zasad.
Honor Wandy Nowickiej jest wątpliwy. Jak by nie patrzeć – pazerność przebiła wszelkie etyczno-moralne zasady. Chciało by się powiedzieć, parafrazując słowa Kmicica – kończ waćpani, wstydu oszczędź! Ale Wanda Nowicka pewnie niczego się nie wstydzi…
Chociaż… Ciekawa jazda może być jeśli Wanda Nowicka jednak z klubu RP zostanie wycięta! Skoro wicemarszałkami Sejmu są osoby rekomendowane i wysunięte przez kluby parlamentarne, to kogo i na jakiej podstawie będzie Wanda Nowicka reprezentować? Następna zagwozdka prawna konstytucjonalistów!