kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podatek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 maja 2014

Płać i nie pytaj dlaczego

            Kuriozalny jest fakt, że do ceny każdego nowego pendrive'a lub karty pamięci doliczana jest opłata dla twórców i artystów (0,47%). Pamięci USB traktowane są bowiem przez ZAiKS jako urządzenia, które posiadają możliwość zapisu utworów opisanych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Czyli z polskiego na nasze - każdego kupującego traktuje się jako potencjalnego pirata, ściągającego z sieci co tylko można.
            Opłatę pobierają producenci i importerzy nośników (zazwyczaj doliczana jest do ceny urządzenia), a inkasuje ją siedem stowarzyszeń twórców i artystów, m.in. ZAiKS, SAWP, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Stowarzyszenie „Polska Książka”.
              Oprócz tzw. czystych nośników (kart pamięci, pendrive'ów itp.) kasę pobiera się również za płyty CD, odtwarzacze MP3, magnetofony, radia samochodowe, zestawy muzyczne, odtwarzacze DVD i inne. Takie opłaty przewiduje ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Na jej podstawie minister kultury wydał rozporządzenie, w którym wymienił urządzenia objęte opłatą, także tzw. czyste nośniki (karty pamięci i pendrive'y).
             Łącznie zrzeszenia twórców i artystów dzielą się rocznie kasą rzędu od 7 do 10 milionów. I tak twórców to nie zadawała. Powołują się na dyrektywy unijne i wpływy w innych państwach (Czechy – 5 mln euro, Węgry – 8 mln euro, Niemcy – 200 mln euro).
            Tak naprawdę nie do końca wiadomo, co się a tą kasą dzieje. Do twórców trafiają ochłapy.
Ale jest nadzieja! Na dodatkowe opodatkowanie czeka papier, bo przecież na nim - jak nic - można nielegalnie wydrukować książkę!
            Jak w starym dowcipie, gdy sądzą bimbrownika za posiadanie aparatury.
            - To i za gwałt mnie sadźcie, też mam aparaturę!


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Podatek od cumowania jachtów w głębi lądu




               Władze miasteczka Castellana Grotte na Sycylii (region Bari) opublikowały regulamin w sprawie gminnego podatku, między innymi od jachtów stojących w porcie. Poszli po bandzie, bo miejscowość wcale nie leży nad morzem. Do najbliższego portu (Monopoli) jest około 15 km. 

             Castellana Grotte, to spokojne miasteczko i jak się z nazwy można domyślić, słynie z grot, odwiedzanych przez setki turystów.  


              Sama miejscowość jest dość typowa, nie ma żadnych rewelacji. Podatek Tares obejmuje m.in. wywóz śmieci i inne usługi, a rozporządzenie nieopatrzenie skopiowano „na żywca” ze strony internetowej Viareggio. Dekretu nawet nie poprawiono w nazewnictwie, mówi o korzystaniu z „akwenu” i że kwota podatku od jachtów i innych jednostek morskich „zacumowanych w porcie w Viareggio zależy od ich długości". Tak a propos... Viareggio to znany kurort nadmorski w Toskanii, położony 1300 km na północ od  Castellana Grotte.
            Sprawa wywołała śmiech w całym kraju, a pikanterii temu zdarzeniu dodaje fakt, że zanim rozporządzenie weszło w życie, przeczytał je sztab doradców, kierowników gminnych departamentów, cały zarząd miejski, a rada gminna zebrała się w celu jego przeanalizowania na sześciu posiedzeniach.
            Tak do końca nie jest to totalny odlot, gdyż Castellana Grotte jest liderem międzygminnego porozumienia  turystycznego „Trulli, jaskinie, morze". Chyba po prostu chodziło o cumowanie jachtów w Monopoli. 



           Dla jasności – trulii to domki z charakterystycznymi, kamiennymi dachami w kształcie szpiczastego stożka, wznoszone niegdyś głównie przez mieszkańców włoskiego regionu Apulia.


 

czwartek, 10 października 2013

Chleba naszego powszedniego

W USA Doug Rauch, były szef amerykańskiej sieci supermarketów Trader Joe's, wpadł na pomysł sklepów z tanią żywnością. Tanią, bo na granicy przeterminowania. Ma to być jednym ze sposób walki z marnotrawieniem jedzenia, a z drugiej pomoc dla biednych. W ofercie znajdą się zarówno owoce i warzywa z bliskim terminem ważności, jak i świeże posiłki przygotowane z żywności, której kończy się termin przydatności do spożycia. Konsumować będzie można na miejscu, gdyż ma to być połączenie supermarketu i restauracji. Problem jest nie byle jaki, gdyż W Stanach Zjednoczonych marnuje się 40 proc. rocznej produkcji żywności.
- Naszym celem jest zapewnienie ludziom zdrowej żywności w cenie posiłków oferowanych w fast foodach – tłumaczył pomysłodawca. No, może u nich takie porównanie ma sens, ale w Polsce fast foody wcale tanie nie są. Często najtańszym źródłem pożywienia są po prostu kontenery. 
Każdego roku na świecie wyrzuca się 1,3 mld ton (!) żywności, czyli ok. 1/3 produkcji. W Unii Europejskiej marnuje się 90 mln ton jedzenia rocznie, a w Polsce 9 mln ton. Do wyrzucania żywności przyznaje się 30 proc., a 70 proc. osób z tej grupy dodaje, że w ciągu ostatniego miesiąca co najmniej raz wyrzuciło na śmieci nadającą się jeszcze do spożycia żywność. Federacja Polskich Banków Żywności wśród przyczyn marnowania jedzenia wskazuje m.in. przegapienie terminu przydatności do spożycia, niewłaściwe przechowywanie i zbyt duże zakupy.
  Ze statystyk wynika, że Polacy wyrzucają 2 mln ton jedzenia rocznie, z tego wychodzi ok. 50 kg na jedną osobę. Wierzyć się nie chce, ale nie są to pojedyncze plasterki, ale wręcz całe bloki serów, wędlin, szynek. Są też kiełbasy, ryby i przede wszystkim bardzo dużo chleba.
Wydawało by się, że można przynajmniej ograniczyć wyrzucanie żywności przez supermarkety. Nic bardziej błędnego! 
 Żywność w supermarketach marnuje się na skutek obowiązującej ustawy o podatku od towarów i usług. Ustawa nakłada podatek od darowizn na dystrybutorów, w związku z czym sprzedawcom bardziej opłaca się zutylizować żywność, niż przekazać ją potrzebującym, bo by musiał odprowadzić podatek. Po sobie mnożyć kłopoty? W efekcie rocznie w handlu i dystrybucji marnuje się do 300 tysięcy ton jedzenia.
            Większość supermarketów ma stoiska, a w zasadzie półki z żywnością, gdzie można „nabyć drogą kupna” żywność przecenioną ze względu na upływający wkrótce termin przydatności do spożycia. Głównie jest nabiał (sery, jogurty, smarowanie), gotowe desery, paczkowane wędliny, filety z łososia, sałatki z jakimś śladowym rarytasem itp. Najczęściej po przecenie towar i tak nie jest zbyt atrakcyjny cenowo, więc dalej leży… A potem utylizacja! 
  Co się dzieje z owocami i warzywami, lepiej nie myśleć! Niektóre markety próbowały wystawiać skrzynki gdzieś „na polu”, by potrzebujący ewentualnie coś sobie wzięli za friko. Nic z tego! Sprawę kilkakrotnie wyczaił jakiś „kapitan Żbik” ze Sanepidu, posypały się kary i takie niecne procedery ukrócono.
 
 


wtorek, 23 lipca 2013

Obiecanki cacanki, a głupiemu stoi

            W 2011 r. FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju) podliczyło, ile by kosztowały obietnice wyborcze partii politycznych. FOR w swojej analizie podał szacunkowy koszt realizacji programów wyborczych w latach 2012-2015, w warunkach cen i PKB z 2011 r. w mld zł.
 
Platforma Obywatelska obiecała profity za ponad 14 mld zł.
             Astrobazy (do obserwowania gwiazd) <0,1 mld, świetliki (budowa centrów kultury, edukacji, pomocy prawnej i społecznej w najbiedniejszych gminach) 1,0 – 2,0 mld, biblioteki 0,1 – 0,2 mld, Koperniki 1,0 – 1,5 mld, stypendia dla najlepszych studentów pierwszego roku 0,2 – 0,3 mld, dotacja projakościowa dla uczelni 0,9 mld, zwiększenie budżetu Narodowego Centrum Nauki oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju 1,5 – 2,0 mld, objęcie wszystkich 3- i 4-latków prawem do edukacji przedszkolnej 4,0 – 5,0 mld, aktywizacja seniorów 0,3 mld, podwyżka wynagrodzeń w sferze budżetowej 2,5 –2,8 mld.
            To ostatnie prawie im się udało!
             Z raportu FOR: „Obietnice dotyczące potencjalnych oszczędności zawarte w programie wyborczym PO są na tyle niekonkretne, że niemożliwym jest wyliczenia realnej wartości tych oszczędności.”

Prawo i Sprawiedliwość chciało uszczęśliwiać Polaków za 67 mld zł.
            Wzrost wydatków na armię z 1,95 do 2% PKB 2,8-3,4 mld, wzrost wydatków na służbę zdrowia z 4.5 do 6,0% PKB 44,5-52,8 mld, jeden uczeń – jeden komputer 5,5-7,5 mld, świetlice socjoterapeutyczne w każdej gminie 1,3-2,0 mld, zwiększenie zatrudnienia w centrach pomocy rodzinie 1,2-1,5 mld, dodatki dla emerytów i rencistów, których świadczenia są niższe niż 1300 zł 10-20 mld, reaktywacja Funduszu Kombatanckiego 0,35 mld, powrót do programu „Rodzina na swoim” 0,7-1,0 mld
            Z raportu FOR: „Obietnice dotyczące potencjalnych oszczędności zawarte w programie wyborczym PiS są na tyle niekonkretne, że niemożliwe jest wyliczenie realnej wartości tych oszczędności.”

Polskie Stronnictwo Ludowe szczuło ludzi za 141 mld zł.
          Darmowe podręczniki i dożywianie uczniów 5 mld, obniżony VAT na towary i usługi dla dzieci i młodzieży 2,7-6 mld, szerszy dostęp do przedszkoli 4,8 mld, opieka lekarska i stomatologiczna w szkołach 18-34 mld, emerytury obywatelskie 130-200 mld, darmowy Internet w całej Polsce 2 mld, oddziały rozwoju przedsiębiorczości dla rolników 0,8-1,2 mld
          Z raportu FOR: „Brak oszczędności możliwych do oszacowania”.

Sojusz Lewicy Demokratycznej poszedł po bandzie, za 218 mld zł!
           Inwestycje w budowę i remonty dróg i autostrad 94 mld, wzrost nakładów na infrastrukturę kolejową i inwestycje 20 mld, zapewnienie każdemu dziecku bezpłatnego miejsca w publicznym żłobku i przedszkolu 20 mld, zapewnienie w szkołach opieki lekarskiej, pielęgniarskiej i stomatologicznej18-34 mld, wzrost wydatków na badania i rozwój o 0,5 % PKB 35 mld, nowe świadczenie socjalne dla tych rodzin z dziedmi 24 mld, zwiększenie nakładów na politykę wobec rodzin z dziećmi 4 mld, zrównanie wysokości zasiłków chorobowych 4 mld, zwiększenie najniższych emerytur i rent 0,8 mld, „miesiące ojcowskie” 0,4 mld, dopłaty do leków dla najuboższych 0,1-0,5 mld, szkolenia informatyczne dla całej administracji 0,35-0,4 mld, wzrost wydatków na sport do 0,5 % PKB 5,6 mld, finansowanie publiczne metody in vitro 1,8 mld zł.
           Chyba nie trzeba mówić, że to wszystko było kiełbasą wyborczą! Ot, gruszki na wierzbie!
Dane te przytoczył Janusz Palikot na swoim blogu, on też twierdzi, że program Ruchu Palikota nie dość, ze był wykonalny, to jeszcze przynosił konkretne nadwyżki budżetowe.
Oszczędności – 54 mld zł.
             Zmniejszenie wydatków na armię 25 mld, wycofanie lekcji religii ze szkół 4,8 mld, ujednolicenie stawek PIT, CIT i VAT 3×18 5,4-9,0 mld, likwidacja Funduszu Kościelnego, ulg podatkowych dla duchownych, ordynariatów polowych 1-3 mld, połączenie KRUS i ZUS 1,2-2,4 mld, likwidacja Senatu i ograniczenie liczby posłów do 360 0,8 mld

Wydatki – 6 mld zł.
            Refundacja antykoncepcji 2,1 mld, refundacja zapłodnienia in vitro 2 mld, darmowy Internet w całej Polsce 2 mld zł.
           Doszło jeszcze jeszcze 11 ustaw prof. Modzelewskiego, które dałyby dodatkowe 50 mld do budżetu. Co najważniejsze, nie kosztem obywateli, a wielkich korporacji i transferu za granice. Ruch Palikota przedstawił też pakiet 21 ustaw dla małego i średniego biznesu, w tym „firma na próbę”.
            Jak widać z wyliczeń samo przycięcie kasy dla Kościoła daje około 8 mld zł. oszczędności dla budżetu!
            Panie ministrze Rostowski! Panie premierze! Dalej szukacie 24 mld zł?! A te 8 mld, to co? Betka? Boicie się ojczulka Rydzyka et consortes?


sobota, 8 czerwca 2013

Tylko frajerzy płacą w Polsce podatki

             Jest tajemnicą poliszynela, że najbogatsi (ponoć) Polacy, państwowy haracz płacą w rajach podatkowych. Mówienie w tym przypadku o „patriotyzmie” ma się jak pięść do nosa. Są bogaci, bo liczą każdą złotówkę, a utrzymywanie 460 darmozjadów i rozdętej administracji państwowej, nie ma nic wspólnego ze prospołeczną postawą.
            Stawka podatkowa w Polsce nie sprzyja przedsiębiorcom, tym bardziej, że obciążeni są dodatkowo różnymi „ukrytymi” zobowiązaniami finansowymi. Od dawna wiadomo, że wysoka skala opodatkowania wcale nie zwiększa przychodów budżetowych państwa. Ilustruje to krzywa Laffera, ale dla polskich decydentów wydaje się to niepojęte.
            Polscy milionerzy swoje firmy-matki rejestrują za granicą, w rajach podatkowych. Płacą mniej i tym samym więcej pieniędzy zostaje w ich kieszeniach. Jak by jednak nie patrzeć, podatkowe pieniądze do Polski nie trafiają. 
            Najbogatszy Polak Jan Kulczyk (11,1 mld zł według „Forbesa") na stałe mieszka w Szwajcarii i tam płaci podatki od dochodów osobistych.
W Polsce mają siedziby należące do niego spółki: Kulczyk Holding (akcjonariusz giełdowego Pekaesu i Autostrady Wielkopolskiej), Polenergia (skupia firmy branży energetycznej), Kulczyk Silverstein Properties (inwestuje w nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej). Kulczyk Oil Ventures (KOV) - notowana na warszawskiej giełdzie spółka, która szuka ropy i gazu na całym świecie - ma siedzibę w stanie Alberta w Kanadzie.
            Najważniejsza firma milionera - Kulczyk Investments - jest zarejestrowana w Luksemburgu. Za jej pośrednictwem przedsiębiorca inwestuje w większość swoich przedsięwzięć na świecie (według „Financial Times" 70 proc. z nich ulokowanych jest poza Polską).
           Wcześniej Jan Kulczyk prowadził interesy za pośrednictwem rodzinnej fundacji Kulczyk Privatstiftung, zarejestrowanej w Wiedniu. Należąca do niego firma importująca do Polski volkswageny (odsprzedał ją Niemcom dwa lata temu) była zarejestrowana w Holandii. 
            Zygmunt Solorz-Żak, nr 2 na liście najbogatszych Polaków (10,4 mld zł), płaci podatki od dochodów osobistych w Polsce. Interesy prowadzi również w kraju. Tak, ale... W ubiegłym roku najważniejsze swoje firmy kontrolował za pośrednictwem spółek zarejestrowanych na Cyprze.
Większościowy pakiet akcji Cyfrowego Polsatu należał do założonej przez Solorza-Żaka spółki Pola Investments Ltd z siedzibą w Nikozji na Cyprze. Dzięki temu milioner nie musi płacić m.in. podatku od dywidendy czy od zysku ze sprzedaży akcji (do cypryjskiej spółki Karswell należała także wcześniej Telewizja Polsat, którą w 2010 roku odkupił Cyfrowy Polsat - szacuje się, że gdyby transakcja odbyła się w Polsce, Solorz zapłaciłby 400-500 mln zł podatku!).
             W lutym 2013 r., tuż przed wybuchem kryzysu cypryjskiego oraz próbą drastycznego opodatkowania tamtejszych rachunków bankowych, poinformował o przeniesieniu prawa własności do pakietu akcji Cyfrowego Polsatu, należącego do Pola Investments Ltd, „na rzecz fundacji rodzinnej TiVi Foundation" z siedzibą w Vaduz w Liechtensteinie.
           Na Cyprze zarejestrowana jest ciągle Metelem Holding Company Ltd, spółka, za której pośrednictwem dwa lata temu Solorz-Żak przejął Polkomtel, operatora sieci komórkowej Plus. To właśnie partnerem Metelemu jest Europejski Bank Rozbudowy i Rozwoju, który współfinansował przejęcie sieci przez Solorza-Żaka. Do 1 lutego 2013 r. Metelem był właścicielem Polkomtela poprzez polską spółkę z o.o. Spartan Capital Holdings - obecnie jest nim nadal poprzez Eileme 4 AB, spółkę zarejestrowaną w Sztokholmie.
             Zajmujący pozycję nr 3 milioner i kierowca rajdowy Michał Sołowow (6 mld zł) do zarządzania swoim majątkiem powołał w rodzinnych Kielcach specjalny fundusz - Magellan Pro-Equity Fund I. Swoje spółki notowane na giełdzie w Warszawie, kontroluje za pośrednictwem dwóch zagranicznych firm: FTF Galleon z siedzibą w Luksemburgu oraz Barcocapital Investments Ltd zarejestrowanej w Nikozji na Cyprze. Obie mają akcje najważniejszych spółek Sołowowa: Synthosu (produkcja surowców chemicznych - głównie kauczuku i polistyrenu), Rovese (połączone Cersanit i Opoczno), Echo Investment (nieruchomości) oraz Barlinka (produkcja drewnianych podłóg).

              Finansista i deweloper Leszek Czarnecki, nr 4 wśród polskich milionerów (4,4 mld zł), kontroluje swoje giełdowe spółki przez założoną w Amsterdamie firmę LC Corp B.V. Ma ona akcje najważniejszych jego spółek z branży bankowej Getin Holdingu i Getin Noble Banku oraz deweloperskiej - LC Corp.






             Zdarzają się również przypadki, gdy znaczna część udziałów w firmach polskich bogaczy posiadają „zaprzyjaźnione" spółki zarejestrowane w rajach podatkowych. Formalnie spółki te nie należą do nich, ale w praktyce ściśle z nimi współpracują. W taki sposób działa np. Ryszard Krauze, jeden z najbardziej znanych polskich milionerów. Na tegorocznej liście najbogatszych Polaków zajmuje 16. miejsce (1,2 mld zł).
             Do 2007 r., gdy należał do niego informatyczny Prokom Software, ściśle współpracującym z nim akcjonariuszem była spółka Nihonswi AG ze Szwajcarii. Miała siedzibę w Zurychu, jej właścicielem był Marcel Rappaport, a przedmiotem działalności - „handel zegarkami i perłami".
            Obecnie w giełdowych spółkach Krauzego pojawiają się na zmianę dwa fundusze z Cypru - Masashi Holdings i Troqueera Enterprises. Pierwszy jest największym akcjonariuszem Petrolinvestu, który wierci w poszukiwaniu ropy w Kazachstanie oraz gazu łupkowego w Polsce. Drugi ma największy pakiet akcji w Biotonie - firmie farmaceutycznej produkującej rekombinowaną insulinę ludzką. Przedstawiciele Krauzego oficjalnie jednak twierdzą, że fundusze nie mają z biznesmenem nic wspólnego.
           Można dalej pieprzyć w bambus „o patriotyzmie” czy jakimś moralnp-etycznym zobowiązaniu wobec Polski. Dopóki biznesmeni nie będą mieli swojego interesu, by podatki płacić w kraju, będą kombinować. Takie warunki trzeba im stworzyć, a nie biadolić o wyprowadzaniu pieniędzy.
           Przypomina mi się rozmowa dwóch biznesmenów, „rodu handlowego”
- Mosze, ponoć twoje interesy w Rzymie?
- I w rzymie, i w lecie...





piątek, 24 maja 2013

Symboliczny kościelny szmal – 90 mln złotych!

Biskupi na Jasnej Górze debatowali nad kościelnym szmalem. Nie pasuje im odpis podatkowy, bo więcej kasy od państwa można było wyciągnąć z Funduszu Kościelnego. Trochę chyba zagalopował się w szczerości, bo palnął, że te 90 mln. zł (tyle Kościół miał z Funduszu Kościelnego), to kropla w morzu potrzeb i „suma symboliczna”.
No, rzeczywiście drobiazg! Ale ten „drobiazg” może się jeszcze skurczyć, gdyż tak naprawdę nie wiadomo ile kasy spłynie do kościelnej sakwy z odpisu podatkowego.
Skąd więc Kościół ma szmal? - Ponad 6 mld zł jest z ofiar na tacę - zdradził metropolita warszawski, kard. Kazimierz Nycz. 
Przypomniał, że sporządzony niedawno bilans Kościoła w Polsce, obejmujący wszystkie 44 diecezje, 10 tys. polskich parafii oraz zakony, wykazał, że na swoją działalność (duszpasterską, edukacyjną, charytatywną, kulturalną, utrzymanie budynków, prowadzenie szkół itp.) Kościół potrzebuje „mniej więcej 8 mld zł rocznie".
Państwo współfinansując szkoły katolickie, kościelne zabytki sakralne, uposaża katechetów szkolnych. I na to idzie w sumie ok. 2 mld zł.
Finanse Kościoła to temat tabu. Nikt tak naprawdę nie rozlicza „Caritasu”, nie wiadomo ile szmalu trafia do kościelnej kasy z „posług” – pogrzebów, ślubów, chrzcin, intencyjnych mszy czy pierwszej komunii. To jest czysty pieniądz! Żadnego podatku (od „tacy” też), zero, nul! Dochodzi do tego sprzedaż, zwykły handel – opłatki, świece, różańce, medaliki itp.
Kiedy nowe przepisy zostaną wprowadzone (jeszcze wszystko w proszku) będzie można odpisać część podatku na dwa cele. Jak dotychczas 1% na organizację pożytku publicznego oraz 0,5% na Kościół lub związek wyznaniowy.
Umożliwienie osobom wierzącym dokonywania odpisu podatkowego na Kościół pomniejszy podatek odprowadzany na cele ogólnospołeczne, zmniejszy się bowiem podstawa podatkowa. Jak by nie patrzeć jest to dyskryminacja ateistów, agnostyków i wszystkich osób, które nie identyfikują się z żadnym związkiem wyznaniowym.
W konsekwencji od przyszłego roku osoby wierzące będą miały prawo do decydowania o losach 1,5% swoich podatków (1% na rzecz organizacji pożytku publicznego i 0,5% na Kościół), a niewierzący tylko o 1%.
W praktyce ci ostatni (rozpatrując grupowo) będą płacili podatki o 0,5% wyższe od osób wierzących na utrzymanie służby zdrowia, edukacji, policji itp. Bo jak by nie patrzeć, te 0,5% z budżetu państwa zniknie.
 

sobota, 16 marca 2013

Co by tu jeszcze… Co by tu opodatkować? Propozycje dla ministra Rostowskiego.

            Minister-wicepremier Rostowski wpadł na nowy pomysł jak wyciągnąć od społeczeństwa dodatkową kasę. Chce opodatkować przelewy pieniężne. Nie dość tego, chce by FISKUS miał ustawowy dostęp do danych bankowych. Pięknie, kurwa, pięknie!
Radosnej twórczości podatkowej nigdy dosyć! Kilka propozycji do rozważenia, jakby co – należy mi się premia za pomysł (poniżej miliona nie biorę!)
1. Podatek od ilości włosów
Co by nie mówić, mężczyźni rzadziej do fryzjera chodzą, a łysi to już wcale! Powinni więc wspomagać sektor „usług włosowy” osobnym podatkiem. Nie zarabiają na nich również producenci szamponów, odżywek i grzebieni.
Podobnie sprawa ma się z brodaczami. Z czego maja żyć producenci różnistych, coraz bardziej udoskonalanych maszynek do golenia? Z tego samego powodu opodatkowane powinny być też kobiety, które nie golą pach i bobra.
2. Podatek od wielkości stopy
Większa stopa, większy but, większy wkład pracy, większy VAT. To chyba logiczne?! 
3. Ubrania dla puszystych
            Tak krawiec kraje, jak mu staje! Duża miss, duża praca. Inaczej szyje się namiot dla Magdy Gessler, inaczej pokrowiec dla Agaty Buzek. Nakład pracy na kreację „pierwszej kucharki RP” jest niewspółmierny do przeciętnej objętości Polki czy Polaka.
Żresz? Na wagę co miesiąc i płać podatek od przyrostu tłuszczu!
4. Chodnikowe
            Ludzie łażą po chodnikach za friko! Czas z tym skończyć! Każdemu można by zamontować licznik „przebiegu”, albo niech deklaruje dzienną trasę. Przy okazji do sprawdzania prawdziwości danych znajdzie zatrudnienie kilkaset osób.
5. Bykowe
           Ale to już było i…A dlaczego by nie miało wrócić? Opodatkować starych kawalerów i bezdzietne panny! Dzietne mogą być, bo siły roboczej przysparzają kochanej ojczyźnie. Będzie kto miał pracować na ministerialne emerytury.
6. Opłata za powtarzanie klasy w szkole
             Oświata w Polsce jest bezpłatna, ale kto powiedział, że nie można nic z tego wyssać? Rodzice nieuków powtarzających klasę niech bulą dodatkowy szmal! Przecież dwukrotnie korzystają takich samych przywilejów. A jak nie chcą się uczyć – na szczaw, to dobrze działa na komórki mózgowe. Można zrobić karierę w PO. 
7. Piecowe
            Piec kaflowy, czy też CO, jakoś kominem się łączy i dym wali w nasze błękitne niebo. Przecież można to opodatkować! Unia Europejska ciągle jakieś limity emisji CO2 wyznacza, niech kary płacą palący w piecach. Co z tego, że jest to ułamek zanieczyszczeń przemysłowych? Jest szansa na dodatkowy szmal? Jest!
8. Podatek od luksusu posiadania
            Jeśli jest podatek od posiadania telewizora, dlaczego nie pójść dalej? Przecież opodatkować można komputer, pendrive, meble, noże i widelce, a nawet talerze. A co?
9. Podatek od ogródków działkowych
              Wiadomo, emeryci nie maja co robić, to z ziemi grzebią. Gdyby jeszcze państwu to się opłacało! Ale gdzie tam! Jakieś warzywa wyhodują, jabłka czy gruszki im pod nogi z drzew lecą i szamanko za darmo! Opodatkować!
Jeszcze lepiej odebrać działki i jakieś markety pobudować. Będzie szmal!
10. Podatek od roweru
             Sprawa bezdyskusyjna! Po drogach jeżdżą? Jeżdżą! Jeszcze jakieś ścieżki specjalne im się buduje. Niech płacą za pedałowanie!