kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

Przerażający hiperrealizm Rona Muecka

          Ron Mueck jest z pochodzenia Australijczykiem, obecnie mieszka w Londynie. Było już o nim trochę na tym blogu:

           Ostatnio swoje prace zaprezentował na wystawie we Francji. Jego hiperrealistyczne rzeźby (para się tym od 1996 r., miał wtedy 30 lat) budzą skrajne emocje. Ich bezpośredniość przekazu nie zawsze przyjmowana jest za dobrą monetę, czasem budzi zdecydowany sprzeciw widzów.
           Jego proces twórczy jest wieloetapowy. Najpierw wykonuje rzeźbę w glinie, potem robi z niej gipsową formę, a następnie odlew z mieszaniny włókna szklanego, silikonu i żywicy. Ostatnim etapem jest obróbka wykańczająca. Praca nad niektórymi rzeźbami trwała nawet 8 miesięcy. 


            


            Realizm prac Rona Muecka potęguje użycie naturalnych tworzyw, głównie włosów. Niezależnie od wielkości rzeźby (od bardzo dużych, wręcz monstrualnych do małych, wielkości figurki) wiernie oddaje pory skóry, mimikę, pot czy gest.
           Być może wewnętrzny sprzeciw niektórych widzów powodowany jest bardzo dużym ładunkiem emocjonalnym prac, które są wręcz „biologiczne”. Nie wszyscy dopuszczają do siebie myśl, że każdy człowiek je i wydala, że ciało jest tylko „opakowaniem”. Jak to ktoś kiedyś powiedział – bajkowe królewny też miały okres, a Indianie latrynę. 
 


wtorek, 25 marca 2014

Najbrzydszy na świecie pomnik Jana Pawła II

            Niedawno stacja telewizyjna CNN wytypowała 10 najbrzydszych pomników na świecie. Wśród nich znalazł się obelisk upamiętniający Jana Pawła II. 
 
             To brzydactwo postawiono przed rzymskim dworcem kolejowym i po odsłonięciu w 2011 r., pomnik od razu wzbudził kontrowersje. Jego autorem jest włoski artysta Oliviero Rainaldi.
             W rankingu CNN zajmuje ósme miejsce, autor klasyfikacji, krytyk sztuki Iain Aitch, opisując go (szczególnie razi „dziura”nierozchylonego płaszcza) stwierdził: „Przypomina Mussoliniego, który próbuje porwać nieletniego”. Na liście, obok pomnika polskiego papieża, znajdują się też socrealistyczne monumenty z Białorusi i Turkmenistanu oraz wzniesione w Londynie kontrowersyjne prace upamiętniające Oscara Wilde'a i Michaela Jacksona.







              Po odsłonięciu rzymskiego pomnika Jana Pawła II posypały się protesty (m.in. ze strony Watykanu) i petycje, by go usunąć. Ostatecznie władze miasta powołały komisję , która poleciła Rainaldiemu, by poprawił monument. Poprawki zrobił, ale niewiele to pomogło.
             Jak mówi ludowe porzekadło – z gówna bicza nie ukręcisz!

niedziela, 24 listopada 2013

Porno i duszno w Pompejach

               Pompeje, dawniej Pompeja, to miasto w regionie dzisiejszej Kampanii we Włoszech, zniszczone w czasach cesarstwa rzymskiego przez erupcję Wezuwiusza w 79 r. Popiół wulkaniczny, który zasypał Pompeje, utrwalił budowle, przedmioty oraz niektóre ciała ludzi i zwierząt, co współcześnie umożliwia obejrzenie wyglądu starożytnego rzymskiego miasta. Ruiny Pompejów położone są ok. 20 km na południowy wschód od Neapolu, a zabytki odkopano już w połowie XVIII w.
               Odkopano, ale problem w tym, że nie wszystkie zostały „upublicznione”. Cześć uznano za „nieobyczajne” i ukryto w „Gabinetto Segreto” ( „Tajemniczy pokój”, część Narodowego Muzeum Archeologicznego w Neapolu), na blisko 200 lat.
             Sprawcą „zamieszania” był król Obojga Sycylii, Franciszek I Burbon, który obejrzał kolekcję w 1819 r. Był tak oburzony, że kazał „pornograficzne elementy” ukryć. Dopiero niedawno udostępniono je zwiedzającym.
                 Stosunkowo najbardziej znanym eksponatem z Gabinetto Segreto, jest posąg bożka Pana, w czasie seksu z kozą. 





                  Erotyczne freski również dostały „szlaban” na dokładne oglądanie. Zasłonięto je metalowymi żaluzjami i były tylko częściowo widoczne. 
                Dla pruderyjnych uczonych, zupełnie nie do przyjęcia były falliczne symbole, które rozmieszczone były dookoła miasta, a nawet jako freski na fasadach sklepów. 

 
             Erotyczne obrazy i rzeźby były częścią codziennego życia w Pompejach, podobnie jak w całym cesarstwie rzymskim. Nagie przedstawienia kobiet i mężczyzn były czymś zupełnie normalnym, dopiero późniejsze pokolenia poczuły się „zgorszone”, szczególnie w epoce wiktoriańskiej, gdzie seks był zupełnym tabu.
            Ano, tak jest... Jednego podnieca naga baba, innego kura czy owca, a jeszcze innych dziupla w dębie. To tak jak z tym żołnierzem, któremu wszystko kojarzyło się z dupą.


środa, 16 października 2013

Artysta, patriota czy autoreklamiarz?

            Przy alei Zwycięstwa w Gdańsku, obok czołgu, w nocy z soboty na niedzielę, „pojawiła się” rzeźba z betonu, autorstwa Jerzego Bohdana Szumczyka i zaczęło się! 
             Przedstawiała bowiem niemal naturalnej wielkości postać radzieckiego żołnierza, który gwałci kobietę w ciąży. „Bojec” w jednej ręce trzyma pistolet wycelowany w głowę kobiety, a drugą dłonią przytrzymuje ją za włosy.
              Instalacja stała tylko do niedzieli rana i została wywieziona przez służby miejskie.
              Sprawę bada gdańska prokuratura, która ma podjąć decyzję, czy wszcząć śledztwo pod kątem ewentualnego naruszenia art. 256 Kodeksu karnego (nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych).
             I tu zaczynają się schody! Moim (skromnym) zdaniem jest to pomieszanie z poplątaniem. Jeśli już studenta gdańskiej ASP karać, to nie za „wymowę” rzeźby, ale za ustawienie jej bez odpowiedniego pozwolenia w przestrzeni miejskiej. I nie ma to znaczenia, czy jest to rzeźba, sterta kartonów po „Delmie”, czy puszki po farbie. Artysta sam się zresztą „podstawił” policji, nie było tajemnicą kto jest autorem instalacji.
             Jeśli ktoś działa a ramach szeroko pojętego, często prowokacyjnego street artu, nie obchodzą go pozwolenia, to prawda. Z drugiej strony, swojego działania nie reklamuje, nie firmuje nazwiskiem. A jeśli firmuje – jakieś procedury muszą być zachowane. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś stawiał po parkach co chce.
            Paradoksem jest fakt, że rzeźba jest pracą dyplomową Jerzego Bohdana Szumczyka. Wygląda na to, że promotor zastrzeżeń nie miał, ale jak ćwierkają wróbelki, wątpliwości miała pani rektor.
            Co do samej rzeźby... Wydaje mi się, że mimo wszystko sztuka (twórca) musi uwzględniać podstawowe archetypy przekazu: cel-metoda-środki. Tego w tej instalacji nie widzę. - Chodziło mi o tragedię tych kobiet, o to całe cierpienie - powiedział rzeźbiarz.
             Jakoś to do mnie nie przemawia, można to było przedstawić we inny sposób. W końcu te 600 tys. radzieckich żołnierzy, którzy zginęli na ziemiach polskich, nie tylko „rabowali, palili i gwałcili”. Sądzę, że prowokacja (to bez wątpienia był jeden z celów) nie może być li tylko prowokacją. Sztuki w tym nie widzę, może ślepy jestem, albo za głupi na taki „głęboki” przekaz.
            Jak można się było spodziewać ambasador Rosji w Polsce, Aleksander Aleksiejew wyraził swoje oburzenie. Jego zdaniem ma charakter bluźnierczy i obraża uczucia Rosjan.
             Kuriozalnie brzmią wypowiedzi Jerzego Bohdana Szumczyka.
- Zabrakło mi trochę sił i środków – żali się. - Rzeźbę chciałem ustawić 17 września, w rocznicę napaści Rosji na Polskę w 1939 roku. Miała stanąć w Berlinie, pod Bramą Brandenburską. Wszystko było gotowe, ale okazało się, że za dużo kosztowałby mnie transport.
             No szkoda, wielka szkoda! Trzeba było ogłosić narodową ściepę, byłaby sława na cały świat!
Dalej też jest fajnie i skromnie.
- Dotąd tego nie ujawniałem, ale powiedziałem na policji, że to ja zamalowałem napis ,,imienia Lenina", umieszczony nad Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej.
             Najgorsze co może teraz zrobić prokuratura, to jakimś wyrokiem usankcjonować „twórczość” studenta piątego roku gdańskiej ASP. Będzie to nobilitacja na „represjonowanego artystę”.


sobota, 5 października 2013

Ubrany posąg Buddy

           Starożytny, wyrzeźbiony w zboczu góry, liczący 1500 lat posąg Mengshan Buddha w Chinach, rozpada się. Uważany jest za najstarsze zobrazowanie Kruszeje pod wpływem warunków atmosferycznych. 
              Podziwiać go można na klifie Meng Mountain, niedaleko Taiyuan (prowincja Shanxi). Jest to w zasadzie łańcuch pięciu świętych gór rozciągający się na przestrzeni 150 km (108 szczytów) o średniej wysokości 2017 m Najwyższy szczyt, Tianfeng, ma 2190 m.
              Na ratunek pospieszyli mu konserwatorzy, ale koszty są olbrzymie. W zeszłym roku udało się jedynie zakonserwować głowę Buddy, co kosztowało ok. £ 6,6 .
             Z pomocą zdeklarowało się dziesięciu miejscowych rzemieślników. Utkali zloty płaszcz, który okrył posąg. Waży - bagatela! - 400 kg.
             Do „rozpadu” rzeźby przyczyniły się wydatnie okoliczne kopalnie węgla, które dostarczają ok. 25% całego chińskiego wydobycia. Siedem z nich zamknięto w 2007 r., ale było już „po kompocie”.



 

piątek, 4 października 2013

Przerażające rzeźby Rona Muecka

             Ron Mueck (ur. 1958 r.) to australijski, hiperrealistyczny rzeźbiarz, mieszkający i pracujący obecnie w Wielkiej Brytanii. Karierę rozpoczął jako twórca modeli i kukiełek dla telewizji dziecięcej i filmów, pracował przy filmie „Labirynt”, gdzie również udzielił głosu postaci Ludo.
           Założył własną firmę w Londynie, przygotowującą foto-realistyczne rekwizyty i animatronics dla przemysłu reklamowego. Były projektowane bardzo szczegółowo, ale należało je filmować pod odpowiednim kątem, gdyż rewers to była prowizorka. 
               Z czasem Ron Mueck zasłynął jako twórca hiperrealistycznych, przerażających rzeźb.
                Używa silikonu, żywicy, farb akrylowych, wykorzystuje również ludzkie włosy i części garderoby. 
              Najczęściej jednak postacie są nagie, cierpiące, czasem zakrwawione, na granicy życia i śmierci. Ich wielkość jest bardzo zróżnicowana, nienaturalna. Od 5 m, do bardzo wyraźnego pomniejszenia, jakby miniatur. 
              Odtwarzają najdrobniejsze szczegóły ludzkiego ciała, a zmiana skali budzi niepokój i potęguje efekt. 
              W 2002 r. rzeźba Pregnant Woman (Kobieta w ciąży) została zakupiona przez National Gallery of Australia za 800 tys. dolarów australijskich.
 

środa, 21 sierpnia 2013

Sztuka czy pornografia?

             Robienie odlewu wacka, to żadna nowość! Brytyjski rzeźbiarz Jamie McCartney poszedł o krok dalej, a właściwie „w krok”! Zrobił kilkaset odlewów damskich kroczy i teraz organizuje wystawy w Wielkiej Brytanii. Oczywiście dorabia do tego ideologię. Twierdzi, że każda pipka jest inna i to go fascynuje. Odkrycie na miarę Nobla! 
              Jego dzieło życia to „Wielka ściana wagin". Gipsowe odlewy robił przez 5 lat, a swojego „kroku” użyczyły mu kobiety w wieku od 18 do 76 lat. Na swojej wystawie eksponuje 400 odlewów. Jak mówi wybrał te najbardziej charakterystyczne i różnorodne.
             Na jego wystawy przychodzą głównie kobiety, ponoć chcą się pozbyć kompleksów. Jakich? Nie wiada...
             Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że Jamie McCartney zajmuje się też „normalną” twórczością artystyczną. Wykonuje abstrakcyjne rzeźby ptaków ze stali, a także znalazł zatrudnienie jako spec od efektów specjalnych w przemyśle filmowym. Pracował m.in. przy takich produkcjach jak „ W 80 dookoła świata” czy „Casino Royale”.



wtorek, 12 lutego 2013

Prezent w sam raz na Walentynki



            Jako prezent urodzinowy dla swojego przyjaciela Victora Lownesa (współudziałowiec „Payboya”), Polański i Sharon Tate w latach 60. podarowali mu szczerozłotego penisa. Modelem był Gene Gutowski, producent filmowy, kumpel polskiego reżysera. Wymiary wacka były naprawdę imponujące! Jak później wspominał, do pozowania miał „ręczne wspomaganie” żony.
            Przyjaźń Polańskiego i Lownesa pękła, po wywiadzie, jakiego udzielił reżyser po premierze „Makbeta”. Na pytanie, dlaczego przyjął pieniądze na produkcję od „Playboya”, odpowiedział: „Pecunia non olet” (pieniądze nie śmierdzą).
            Lownes nieco się wkurwił i odesłał złotego wacka z tekstem – chuj do chuja.
Co się z nim dzieje teraz – nie wiadomo. Być może został nawet przetopiony. 
            Do Polańskiego zwróciła się kiedyś instytucja charytatywna z San Francisco, która chciała datek na rzecz ludzi sądzonych za palenie marihuany. Nie miał kasy, dał im odlew. I słuch o nim zaginął.




           Duch w narodzie nie ginie! Chętni mogą obdarować swoje panie odlewami penisów gwiazd porno np. Jasona Visconti. Wykonany jest z silikonu medycznego, a do każdego dołączona jest pocztówka z podpisem gwiazdy. To taki jakby atest. A ma się czym pochwalić! Długość 19,7 cm, obwód 12, 7 cm!      









            Dla pewnych siebie macho inna propozycja – odlew własnego wacka. Bez kłopotu można w internecie kupić zestaw, który zawiera wszystkie konieczne komponenty do wykonania kopii penisa. Jest nawet możliwość wstawienia małego wibratora!  Cena – trochę ponad stówkę!
Jak przekonuje reklama:
-  idealny jako prezent dla twojej partnerki, gdy będziesz w podróży służbowej
-  idealny jako prezent pożegnalny przy rozstaniu