kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobieta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 czerwca 2014

„Siostry miłosierdzia” świętowały!

             Dzień Dziecka – wiadomo - 1 czerwca, ale że następnego dnia przypada Międzynarodowy Dzień Prostytucji, mało kto wie. Panie najstarszej profesji świata zjeżdżają się do Berlina, by świętować i to zupełnie oficjalnie. Trochę narzekają na ostracyzm, ale głównie się bawią. Odsłaniają pomniki, organizują wystawy i marsze. Imprezę uświetniają gwiazdy porno, które często karierę zaczynały w tej branży.
  Ubiór nie postawia wątpliwości, wiocha!
  Może być też styl lateksowy 
 Trochę wyższa półka
 
             Prostytucja nie jest w Niemczech karalna, nikt nie liczy kobiet w tej branży. Od dziesięciu lat prostytutki mają ustawowo zagwarantowane minimum świadczeń socjalnych i zaopatrzenie zdrowotne. Zadbano równocześnie o nowe, uproszczone formy ściągania od nich podatków za świadczone usługi. 80 proc. pań pracujących w branży to imigrantki, w Austrii to aż 90 proc. Większość pochodzi z krajów Europy Wschodniej i Południowej oraz krajów afrykańskich, 20 procent z nich to Bułgarki i Rumunki. Najczęściej pracują na czarno.
            Co by nie mówić, zapotrzebowanie na ich usługi istnieje, ale na pomniki raczej nie zasługują. Jak to ktoś powiedział – kurwa to nie zwód, to charakter. A Julian Tuwim puentuje to tak:

Do jednej
Piotr miał cię za swą dziką żądzę,
Jan za to, że jest piękny ciałem.
Alojzy miał cię za pieniądze.
Ja - zawsze cię za kurwę miałem.



środa, 4 czerwca 2014

Cycki – to jest to!

             Matrofobia to paniczny lęk przed kobiecymi piersiami. Lęk, wydaje się całkowicie uzasadniony, gdyż cycki to baaardzo niebezpieczna broń!


Już starożytni Słowianie widzieli zagrożenie, chociaż innego rodzaju
Tańcowała baba z Wickiem:
Wybiła mu zęby cyckiem.
Teraz Wicek zgubił zęby
Zrobiła się dupa z gęby.
                Hmmm... Jak mówi porzekadło – kto nie ryzykuje, w Rawiczu nie siedzi! Odwagi, panowie! To tak jak z tym gostkiem, co to jadąc pociągiem uporczywie wpatrywał się w cycki siedzącej naprzeciw kobiety.
- Chce pan w pysk?! - odezwała się oburzona.
- Tak, tak! Jednego w pysk, drugiego w łapy!

A jak by trzeba powiększyć...
                    Tak, tak! Wiem! Jestem męska, szowinistyczna świnia!

sobota, 17 maja 2014

Co całymi dniami robią zakonnice?

            Pytanie wydaje się banalne, a odpowiedź narzuca się sama – modlą się!
              Prawda, ale nie całkiem. Amerykanka Shannon Taggart przedstawiła cykl fotografii poświęcony zakonnicom kościoła katolickiego i jawią się jakby w innym świetle.


 
              Zakonnice, według Kościoła katolickiego, składając śluby w szczególny sposób poświęcają się Bogu, a także realizują misję ekumeniczną. W powszechnym pojęciu prowadzą ascetyczny tryb życia, bez rozrywek i przyjemności. Fotoreportaż został opublikowany w magazynie „Time” i jak by nie patrzeć, jest nieco dwuznaczny. Shannon Taggart udając się do klasztorów, aby dokładnie dowiedzieć się, jak wygląda życie zakonnic pokazała... hmmm... normalne kobiety, wiodące pełne radości życie. Bilard, siatkówka, huśtawka...
             Shannon Taggart zachowała neutralność, zdjęcia nie były obrabiane, odbiorcy mogli sami wyrobić sobie pogląd. Cykl nie został jeszcze ukończony.
             Nie mogę się powstrzymać od jajcarskiego dowcipu, „najwyższego lotu”:
             Co mają wspólnego zakonnice z gwiazdami? Te świcą, i te świcą!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wytatuowane kobiety

             W obecnych czasach tatuaż, zarówno kobiet jaki mężczyzn, nie jest czymś nadzwyczajnym. Traktuje się go z jednej strony jako ozdobę ciała, z drugiej pewnego rodzaju przekaz. Pomijając subkulturowe i rytualne ryty, zaryzykować można twierdzenie, że jest to swoista manifestacja poglądów, przekonań czy frustracji.
            Można mówić nawet o „kulturze tatuażu”. Moda ta ogarnęła cały świat, a że nie jest to jednostkowe zainteresowanie świadczą dane z USA. Co ciekawe, rośnie liczba tatuujących się kobiet. W 2012 r. procentowo (odniesienie do całej populacji) „wydziarganych” było 23% kobiet i 19% mężczyzn. Być może jest to objaw związany z „równouprawnieniem kobiet”, które „dziary” wielokrotnie traktują jako przejaw samostanowienia o swoim ciele.
            Kobiety, które przecierały ten szlak przeszły do historii. 
            Australijce Cindy Ray stuknęła już siedemdziesiątka, ale dalej pracuje jako tatuażystka w swoim studio niedaleko Melbourne. Swoją karierę zaczynała na estradzie, potem przez 40 lat „upiększała” ludzkie ciała. 
              83-letnią Bobbie Libarry sfotografował w 1976 r. Imogen Cunningham. Przebywała wtedy w szpitalu w San Francisko i zmarła kilka miesięcy później. 

         Elizabeth Weinzirl (fotka z 1961 r.), żona lekarza, przygodę z tatuażem rozpoczęła w wieku 47 lat. Była jedną z pierwszych kobiet, która zdecydowała się je pokazać publicznie. 



























 
            Betty Broadbent była jedną z najbardziej znanych i najczęściej fotografowanych amerykańskich atrakcji cyrkowych. Do historii przeszła, gdy pojawia się w telewizji na konkursie piękności podczas Światowych Targów w 1937 r w Rio de Janeiro. 
















 
             Anna Mae Burlington Gibbons pochodziła z rodziny robotniczej, a jej sposobem na życie w czasach kryzysu były wytępy cyrkowe. Jej mąż Charles (Red) Gibbons był tatuażystą i „przyozdobił” żonę. Objazd po USA rozpoczęli w latach 20. XX wieku. Co ciekawe, Anna miała na sobie część „Zwiastowania” Botticellego, kawałek „Świętej Rodziny” Michała Anioła, a na „klacie” portret George'a Washingtona.

















 
             Mildred Hull jest jedną z pierwszych kobiet, która tatuowała się sama. Przez ponad dwadzieścia lat pracowała na Bowery Street (Nowy Jork). Specjalizowała się w „sercach” z
okolicznościowym napisem.























 
            Maud Wagner jest pierwszą znaną kobietą tatuażystką w USA. Zdjęcie pochodzi z 1911 r. Lekcje pobierała w 1907 r. i na kursie poznała przyszłego męża. Ich córka, Lotteva Wagner, była również tatuażystką. 




















 
             Nora Hildebrandt była pierwszą kobietą, która występowała w latach 80. XIX w. jako atrakcja w amerykańskim cyrku. Miała wtedy 18 lat. pierwszy amerykański tatuażem atrakcją cyrku, w latach osiemnastu lat osiemdziesiątych. Została wytatuowana przez Indian, gdy trafiła w ich ręce. Reszty dokonał jej mąż Martin Hildebrandt, który był jednym pierwszym „zawodowych” tatuażystów w USA. 

















 
             Pierwszą znaną wytatuowaną białą kobietą była Olive Oatman. W połowie lat 50. XIX w. jej rodzina została zabita przez Indian Yavapais. Przygarnął ją i wychował szczep
Mohave i obdarzył tradycyjnym, plemiennym tatuażem. Została wykupiona, gdy miała 19 lat i stała się sławna. Fotografia pochodzi z 1927 r.

czwartek, 27 marca 2014

Chorobliwa zazdrość, czyli jak komuś umilić życie

           Za najbardziej zazdrosną kobietę na świecie w 2013 roku uznana została 42-letnia Debbi Wood, która wraz z 30-letnim narzeczonym Steve'm Wood mieszka w Leicester (Anglia).
Sposoby jakie stosuje sprawdzając wierność partnera, to czysta paranoja! Wchodzi na jego pocztę, konta bankowe i społecznościowe, przegląda połączenia telefoniczne. I to kilka razy dziennie! 
            Po każdym wyjściu z domu i powrocie, Steve poddawany jest badaniu na wykrywaczu kłamstw, który kupiła przez internet. Czasem są niejednoznaczne, bo jak mówi mężczyzna, serce wali mu jak młotem. 
              Debbi wybiera programy telewizyjne, które mąż może oglądać, a kryterium jest atrakcyjność pojawiających się w nich kobiet. Jasne, że Steve nie może przeglądać żadnych kolorowych pism, o wyborze filmów nie wspominając. 
              Razem mieszkają od dwóch lat, a zazdrość Debbi Wood zamiast się zmniejszyć, nasila się. Steve oficjalnie się jej oświadczył, związek będzie zalegalizowany, gdy tylko kobieta będzie chciała. Na razie „zastanawia się”, ale nazwisko już zmieniła. 
                Lekarze są jednomyślni, Debbi cierpi na Syndrom Otella. Dochodzi do tego psychoza dwubiegunowa i wrodzona dysmorfia ciała. Jej stany lękowe są tak destrukcyjne, że przez pół roku nie wychodziła z domu. Bierze leki przeciwlękowe i zdecydowała się na specjalistyczną terapię. Jak na razie skutki są mizerne. 
 
            Co ciekawe, Steve wcale nie czuje się z tym tak zupełnie źle. Twierdzi, że są bratnimi duszami, że są dla siebie stworzeni, ze trochę zazdrości się w związku przydaje.
           Ładne mi trochę! Coś mi to wygląda na związek sado-maso! A niech tam! Jak im z tym dobrze, niech robią co chcą, byle innych nie krzywdzili. Ich cyrk, ich małpy!



piątek, 14 marca 2014

Jeszcze są piękne

             Kanadyjski fotograf, Lincoln Clarkes, jest autorem serii zdjęć kobiet uzależnionych od heroiny. Spojrzał na nie niecodziennie, są to jakby portrety kobiet jakie mijamy na ulicy.
Ich nałóg zdradzają przede wszystkim oczy.
             Lincoln Clarkes projekt realizował przez pięć lat, sfotografował ponad 400 kobiet w dzielnicy Downtown Eastside w Vancouver. Jego zdjęcia były również wykorzystane do identyfikacji ofiar seryjnego mordercy. Uważa się, że więcej niż 30 kobiet zostało zamordowanych przez Roberta Picktona, który zaprzyjaźniał się z narkomankami, a następnie je zabijał.

 
 
 
               Za pozowanie Lincoln Clarkes oferował kobietom 5 dolarów, papierosy i soki. Czasem proponował im także bilet autobusowy w jedną stronę, aby wyjechały. Liczył, ze w ten sposób zerwą ze środowiskiem narkomanów. Szacuje się, że w dzielnicy Downtown Eastside w Vancouver, żyje ponad 10 tysięcy uzależnionych osób.
 
 
 
 
 
               Praca na projektem była dla niego traumą. „Wiedziałem, że nie mogę im pomóc... Nie mogłem być ich spowiednikiem, ich lekarzem. Nie mogłem ich uratować. Każda kobieta miała swoją historię, którą próbowałem opowiedzieć niemym językiem fotografii. Ludzie z innych dzielnic nie chcą widzieć o istnieniu tych kobiet – teraz spojrzą im w oczy" - powiedział fotograf.









środa, 12 marca 2014

Dzieci rodzą dzieci

            Za najmłodszą matkę świata uważana jest Lina Vanessa Medina (ur. 27 września 1933 w Ticrapo, Peru). Urodziła syna mając 5 lat, 7 miesięcy i 21 dni.
              Ojciec Liny, Tiburcio Medina, zauważył, że jego córka (była jednym z dziewięciorga dzieci) ma nienaturalnie duży brzuch i w połowie kwietnia 1939 r. zaprowadził ją do szamanów z wioski. Ci „fachowcy” osądzili, że dziewczynka ma guza i poradzili, aby zawieźć ją do szpitala w pobliskim miasteczku Pisco.
               Dr Gerardo Lozada po wstępnym badaniu, zabrał dziewczynkę do stolicy Peru - Limy, gdzie inni specjaliści potwierdzili, że Lina jest w ciąży. Urodziła dziecko przez cesarskie cięcie, wykonywane przez dr Gerardo Lozada, dr Rolando Colareta i dr Busalleu.

 
            Doktor Lozada przeprowadził szczegółowe badania dotyczące ciąży Liny. Okazało się, że dziewczynka zaczęła miesiączkować w wieku 8 miesięcy. Gdy miała cztery lata rozwinęły się jej piersi a rok później rozszerzyła się jej kość miednicza. Przypadek Liny Mediny został szczegółowo udokumentowany przez dr Edmundo Escomela w czasopiśmie „La Presse Medicale”. 











 
              Jej syn ważył 2,7 kg i na cześć lekarza dostał imię - Gerardo. Chłopiec do 10 roku życia wychowywał się w przekonaniu, że Lina jest jego siostrą. Zmarł w 1979 roku (w wieku 40 lat) na rzadką chorobę szpiku kostnego.
Do dziś nie wiadomo, kto był ojcem dziecka. Ojciec Liny, Tiburcio Medina, został zatrzymany na kilka dni pod zarzutem gwałtu. Zwolniono go i podejrzenie padło na jednego z braci Liny, jednak również okazało się niesłuszne.
             W dorosłym życiu Lina Medina pracowała jako sekretarka w klinice dr. Lozada, który pomógł jej, a później jej synowi w edukacji. Poślubiła Raúla Jurado, z którym miała drugiego syna (ur. w 1972). Jeszcze w 2002 r. Medina wraz z rodziną żyła w biednej części miasta Lima Chicago Chico (Małe Chicago).



niedziela, 23 lutego 2014

Obciągała czy nie obciągała?

            Cztery lata trwał proces sądowy, który Weronika Rosati wytoczyła reżyserowi Andrzejowi Żuławskiemu, który w swojej książce „Nocnik” pisze o niejakiej Esterce. Aktorka uważa, że jej były kochanek sportretował właśnie ją. Obraziła się na maksa, a trzeba przyznać, że pisarz poszedł po bandzie. Pisał, że Esterka „obciąga hollywoodzkie chuje i rozpoznaje je po smakach".
             Sąd orzekł, że dobra osobiste Weroniki Rosati zostały naruszone. Andrzej Żuławski i wydawca jego książki mają przeprosić aktorkę i zapłacić 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Wyrok nie jest prawomocny, w powietrzu wisi odwołanie, ale jest!
             Orzeczenie jest kuriozalne! Nie dość, że aż cztery lata trwał proces, to jeszcze sąd przyjął postawę tłumaczenia „co poeta miał na myśli”. Otwiera się tym samym droga do lawiny pozwów ludzi, którzy zidentyfikują się w postaciach bohaterów literackich. Pozostanie tylko sprawa „udowodnienia”, że „to właśnie ja”.
             Trudno powiedzieć, jakimi to sposobami sad doszedł do wniosku, że Esterka to Weronika Rosati, jakie argumenty miała aktorka i jakie były podstawy jej oburzenia. Może przedstawiła świadków, że nie obciągała? Może ma wadę kubków smakowych i smaków nie rozróżnia? Może to nie były hollywoodzkie chuje? Może nie było ich aż tak dużo?
             Cztery lata zastanawiania! Nic dziwnego, że sądy są przeciążone pracą, jak tak „dogłębnie” zajmują się takimi duperelami. Aktorce się nie dziwię, 100 tysięcy to niezła kasa!
             Hmmmm... Uderz w stół, a nożyce się odezwą! Jednak jak by nie patrzeć, obciągała czy nie obciągała, hollywoodzkie czy nie hollywoodzkie, Andrzej Żuławski do dżentelmenów nie należy.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Z ryp najbardziej lubię rypanie

W kinie w Lublin, w windzie, na ławce w parku, autobusie, pociągu, samolocie (10 tys.m) o samochodzie, plaży i kibelku nie wspominając (nie ma czym się chwalić).
           Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki, jeden lubi chleb z masłem, drugi jak mu nogi śmierdzą. Wymieniać by można długo, licytując się w upodobaniach. Sprawa staje się delikatna, gdy dotyczy sfery seksu. A tutaj może być różnie! A że „ideologia gender” atakuje, jednego podnieca kura, inną banan, a może odwrotnie.
          Fetyszyzm to rodzaj parafilii seksualnej polegający na uzyskiwaniu satysfakcji seksualnej głównie lub wyłącznie w wyniku kontaktu z obiektem pobudzającym − fetyszem. Parafilia, to pojęcie szersze, rodzaj zaburzenia na tle seksualnym, w którym wystąpienie podniecenia seksualnego i pełnej satysfakcji seksualnej uzależnione jest od pojawienia się specyficznych obiektów (w tym osób), rytuałów czy sytuacji, nie będących częścią „normalnej” stymulacji. A co to może być? Brać i wybierać!
          Jeśli jakaś para bzyka się między regałami w supermarkecie, windzie czy na koncercie rockowym, być może inaczej im „nie wychodzi”. 



 
Agorafilia − bodźcem seksualnym są miejsca publiczne
Akrotomofilia, dysmorfofilia − fetyszem jest okaleczone lub zdeformowane ciało partnera
Apotemnofilia − jak wyżej, tylko „mi ze mną”. Taka osoba obsesyjnie chcę, by jej ucięto zdrową kończynę, często sama się okalecza. 
 
Autonepiofilia − odgrywanie ról z okresu niemowlęcego
Nekrofilia − czyli seks z trupem
Koprofilia − bodźcem seksualnym jest kał i związane z nim czynności, czyli „on na mnie”, albo „ja na niego”
Grawiditofilia − fetyszem jest brzuch ciężarnej kobiety















Klizmafilia - satysfakcja seksualna osiągana poprzez lewatywę.
Pigmalionizm (agalmatofilia) − osiąganie stanu podniecenia płciowego na widok wizerunków, np. zdjęć, rzeźb, obrazów
Podofilia − fetysz związany ze stopami
Urofilia − przedmiotem pożądania seksualnego jest mocz
Ozolagnia − fetysz związany z odczuwaniem satysfakcji seksualnej tylko w przypadku kontaktu z zapachami partnera.
               To tylko niektóre „bodźce” seksualne! Fantazja człowieka jest nie do okiełznania, jak mówi porzekadło – są na świecie rzeczy, które się filozofom nie śniły. Można lizać, uciskać, patrzeć, łaskotać, klepać, przebierać się, odgrywać jakie role... W tym kontekście wąchanie brudnych majtek – to betka!